Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z 2011

BARWY (NIE)SZCZĘŚCIA

Można śmiać się z popularnych seriali, ale myślę ostatnimi czasy, że spełniają one niezastąpioną rolę edukacyjną. Promuje się w nich zdrowe życie, miłosierdzie dla karpia. I tolerancję (choć wolałbym pewnie mówić o akceptacji czy zrozumieniu, jako że słowa tolerancja nie znoszą).
W 'Barwach szczęścia' mieli odwagę pokazać związek gejów. Taki zwyczajny, żadne haj lajf, żaden promiskuityzm. Mieli odwagę pokazać proces wyautowania - przed rodzicami, przed mieszkańcami osiedla. Mieli odwagę pokazać próbę zmieniania siebie przez romans z kobietą. Jeden z bohaterów dorobił się przez to dziecka. Które poznał po latach i przed którym także musiał się wyautować. Bolesny wątek; poplątany, obnażający mechanizmy egoizmu, różnorakich fobii, życiowego dramatu. Gdy Władek mówił swojemu dziecku, że on niczego nie wybierał i po prostu taki jest, targnęło mną w środku. Ile ludzi przechodzi przez taki dramat każdego dnia... I dla ilu ludzi wciąż taki dramat nie istnieje, bo prościej go nie widzi…

KAWA, MY LOVE

Ponoć każdy ma swoje rytuały - mniej czy bardziej oficjalne, ale nadające codzienności nieco świątecznego charakteru. Moim rytuałem jest codzienne parzenie i picie kawy. Czy to intensywnego espresso, czy capuccino, czy wreszcie zaparzonej w specjalnie na te okazje trzymanej kawiarce aromatycznej kawy z dodatkami. Dźwięk młynka mielącego ziarna czy stukot i szmer moździerza usłyszeć u mnie można zawsze niedługo po wstaniu. Niedługo, bo jak nie uznaję kaw aromatyzowanych, dodając do rozdrobionych ziaren własnoręcznie utarty kardamon, albo odrobinę pieprzu cayenne czy kukliku, tak nie uznaję również picia kawy na czczo. Czym wpisuję się w "archaiczny" niemal trend znajdujący swój wyraz w tureckim powiedzonku, że lepiej albo zjeść chociaż  guzik przed wypiciem czarnego naparu, albo darować sobie picie. Po spreparowaniu napoju następuje rytuału ciąg dalszy - niespieszna lektura prasy lub książki "nie-zawodowej", nieskrępowany odsłuch radio lub muzyki. I dopiero po tym n…

NIEZOBOWIĄZUJĄCO

Miły wieczór samotnego mężczyzny - kieliszek nalewki od Eweliny (choć pewnie zaraz usłyszę, że od jej dziadka), "Józef Balsamo" Aleksandra Dumasa i koncert skrzypcowy Johannesa Brahmsa. Grany przez Aleksandrę Kuls. Lekki i świetlisty dźwięk, ciekawe pomysły interpretacyjne, precyzyjna intonacja, piękne tryle na koniec kadencji. Mam nadzieję, że dwie pozostałe części uwiodą mnie po równi.
I tak myślę sobie, że jednak Vengerov et consortes autentycznie nie trafili nie dopuszczając jej do finału Wieniawskiego. Szkoda.

F-RAPP-UJĄCY MYKIETYN. A PO NIM MORNA

Polski klasyk ustalił, że mężczyznę poznaje się nie po tym, jak zaczyna, ale po tym, jak kończy. Myślę, że ów bon mot rozciągnąć można i na kobiety, i na przedsięwzięcia, zwłaszcza te, które niejako z definicji mają być twórcze. Zastosować można go więc również do polskiej prezydencji w UE rozpoczętej - na niwie kultury - prapremierą III Symfonii Pawła Mykietyna i symbolicznie zakończoną dziś ponownym wykonaniem tej kompozycji. W tym wypadku rzeczywiście koniec był lepszy od początku!
Wieczór prapremierowy przekonał mnie, że mamy do czynienia z utworem znakomitym. Mykietyn swobodnie bawił się formą łącząc swe zamiłowania do mikrotonów czy punktualizmu z odpisami z hip-hopu. Był tu loop (choć w zasadzie zamiłowanie do zapętlonej repetytywności to stały element kompozycji Mykietyna), były hip-hopowe rytmy, był pomysł na scratch (narracja trzeciej części symfonii przywodzi na myśl zwalniającą się i przyspieszającą płytę  płytę gramofonową po której skrobią instrumenty) no i była rapująca…

STAN WOJENNY MYKIETYNEM

Obudziłem się dzisiaj rano z Jackiem Kaczmarskim i jego "Modlitwą o wschodzie słońca". Nie jestem funem Kaczmarskiego, ale dzisiaj nie mogłem oderwać ucha od głośnika. Powracająca jak mantra prośba o to, by Pan "zbawił  go od nienawiści" i "ocalił od pogardy" były mocnym kontrapunktem dla karnawału negatywności, przetaczającego się od wczoraj przez Polskę. Nie mogę jakoś zrozumieć, dlaczego kolejna ważna rocznica miast łączyć, miast wskazywać sens budowania, sprzyja burzeniu i sianiu nienawiści. Nie mogę również pojąć, dlaczego polscy dekomunizatorzy tak chętnie walczą o swe ideały per fas et nefas, zapożyczając z inkryminowanych czasów to, co najgorsze w retoryce i i pozostałych formach praxis. Mój brak zrozumienia potęguje jeszcze fakt, podkreślania ich katolickości. Czy znaczy to, że skandowanie haseł w stylu "Jaruzelski w wolnej chwili niech popełni harakiri" jest realizacją postulatu nadstawiania drugiego policzka i wypełnieniem prośby, by …

DAWNYCH NAGRAŃ CZAR. O 'FIDELIU' SŁÓW KILKA

Nie zawsze warto obrażać się na to, co minione. Nie zawsze też służąca obecnym standardom słuchania "historyczna wierność" wychodzi muzyce na dobre. Choćby w przypadku Liszta - jak słusznie podkreśla Łukasz Borowicz - współczesna niechęć do portamenta i rubata okazuje się niedźwiedzią przysługą. I jak Liszta lepiej szukać w nagraniach dawnych, tak i Beethovenowski "Fidelio" swe najlepsze realizacje ma już dawno za sobą.
Mój pierwszy kontakt z operą Beethovena był jednoznacznie negatywny. Dyrygowany przez Monstrum - Herberta von Karajana (który ujmuje mnie niemal wyłącznie w nagraniach z lat 50. XX wieku) - był monstrualnie nudny. Z nieznośnie groteskową  Marceliną Helen Donath czy akademicko pomnikowym Florestanem Jona Vickersa.
W piękno "Fidelia" uwierzyłem dzięki Wilhelmowi Furtwaenglerowi, który - mimo ewidentnych usterek akustycznych - stworzył niezapomnianą kreację. Symfoniczną na miarę nie-operowości tej muzyki, pełną barw i na wskroś ludzką. Niemał…

O MASOŃSKIM POLSKI ZMARTWYCHWSTANIU

W listopadowej "Odrze" natknąłem się na ciekawy tekst Wojciecha Giełżyńskiego, poświęcony wkładzie wolnomularzy w polski ruch niepodległościowy dobry 1910-1920. Giełżyński przybliża w nim sylwety Rafała Radziwiłłowicza (pierwowzór Doktora Judyma), Stanisława Patka czy Antoniego Natansona. Opisuje poparcie masonerii dla Józefa Piłsudskiego; wolnomularskie interwencje u Georges'a Clemenceau i lorda Greya w celu przekonania ich do polskiej idei wolnościowej, wymierzonej w końcu przeciwko Rosji, czyli przeciw sojusznikowi Francji i Anglii. Zajmująco charakteryzuje "masońską enklawę prasową" czy udział braci w bitwie warszawskiej.
Tekst warto przeczytać samemu, dlatego nie będę szczegółowo go omawiał. Ale na dwie rzeczy chcę zwrócić uwagę.
Pierwsza, to rzecz o tym, że polski mason to Polak z krwi i kości. "Nie są znane - pisze Giełżyński - motywy ostatecznej decyzji o zaniechaniu pracy lóż. Wiadomo tylko, że ostatnie zgromadzenie masonów odbyło się w mieszkaniu…

PO VATTIMIE - ZE SMUTKIEM I WCIĄŻ NIEZBORNIE

Jest mi smutno. Bo mam poczucie zmarnowanej szansy. Vattimo to nie byle kto, a nie  przyciągnął takich tłumów, jak Żiżek. Widać głębia myślenia wciąż nie idzie w parze z zaangażowaniem publiczności.
Choć może to i dobrze. W swojej biografii Vattimo napisał, że nie każdy dialog jest rozmową. Tak było dzisiaj - dialogu było co nie miara, za to nie dosłuchałem się ani krzty rozmowy. Nieprzemyślane pytania. Tak ogólne, że prawie o nic. Tłumaczenie na cztery ręce, gdy prowadzący kwestionował przekład translatorki. I fakt, że gros wypowiedzi wcale nie pojawiło się po polsku. Szkoda, bo sporo z nich Polski bezpośrednio dotyczyło.
Wyszedłem w trakcie. Nie znalazłem Vattima z Jego autobiografii. A mógłbym, co dobitnie pokazywała mowa jego gestów i - chyba -smutna twarz.

CZEKAJĄC NA VATTIMO (MYŚLI NIEZBORNE)

Chociaż z gorączką i z poczuciem potężnego dyskomfortu, to jednak niecierpliwie wypatruję jutrzejszego wieczoru z Giannim Vattimo. Jestem ciekaw, czy znajdę go tam podobnym do tego, jakiego znajduję w jego (auto)biografii - dowcipnego, znającego nieznośną lekkość własnego bytu, otwartego na dialog, zanurzonego w słuchaniu, otwartego...
Lektura "Nie być Bogiem" jest dla mnie jak deja vu. W wielu momentach mam wrażenie, że Vattimo nie pisze o sobie, a o mnie. I trapi mnie przez to myśl o metafizycznej zbieżności losu.
Wespół w zespół rozumiemy też chyba filozofię - nie jako uprzedmiotawiający dyskurs nauki pełen formalizmów. Ale jako dziejowe rozumienie dokonywane przez człowieka zanurzonego w świat i powiązanego z tym, co od niego inne. Niezgoda na filozofię jako naukę jest przecież niezgodą na to, by "uczucia, lęki, miłość..." uznać za śmieci do wyrzucenia na śmietnisko irracjonalności.
*** Chyba zgodzi się ze mną Vattimo, że jednym z najpiękniejszych momentów filozo…

UM ODPOWIADA W IMIENIU PKW

Szanowny Panie,odpowiadając na Pana wystąpienie z dnia 9 października 2011 r., skierowane do Państwowej Komisji Wyborczej, dotyczące standardów jakie powinien spełniać lokal obwodowej komisji wyborczej, uprzejmie informuję, że nie ma przepisów, które szczegółowo określałyby wymagania w tym zakresie, z wyjątkiem lokali dostosowanych do potrzeb osób niepełnosprawnych. [...] W ustawie z dnia 5 stycznia 2011r. - Kodeks wyborczy (Dz. U. Nr 21, poz. 112, z póź. zm.) art. 42 par. 1 w sposób ogólny odnosi się do kwestii lokali wskazując, aby w lokalu wyborczym znajdowała się odpowiednia liczba łatwo dostępnych miejsc zapewniających tajność głosowania. Ponadto, zgodnie z treścią art. 48 par. 2 i 3 cyt. wyżej ustawy - Kodeks wyborczy, w lokalu powinny być umieszczone tylko urzędowe obwieszczenia i informacje.W związku z powyższym wszystkie lokalne obwodowych komisji wyborczych zlokalizowane na terenie miasta Łodzi, w tym lokal Obwodowej Komisji Wyborczej Nr 100 z siedzibą z Zespole Szkół Ponadg…

TEOLOGUMENA 2

Święto Chrystusa Króla przypomina mi zawsze o starej mądrości chrześcijaństwa, którą widać jakby coraz mniej, gdyż przesłania ją z feudalnym rozmachem mentalność rodem ze Świebodzina.
Mądrość ta zawarta jest w ikonach Chrystusa Pantokratora, na których nie znajdziemy groźnego władcy, ale zatroskanego Bogoczłowieka jedną ręką błogosławiącego, a drugą trzymającego otwarte Pismo Św.
W Piśmie zaś znajdziemy perykopę przypisaną dzisiejszej uroczystości. Mowa w niej o sądzie nad ludźmi. Tyle że Sędzia nie rozlicza nikogo ani z wyznawanych dogmatów, ani z koncepcji Absolutu, ani z przynależności do instytucji. Rozlicza za to ze stosunku człowieka do człowieka, zwłaszcza tego zepchniętego na margines i nie-prawego: więźnia, chorego czy opuszczonego.
Chrześcijańskie królowanie zatem to umiejętność słuchania i otwartości. To dar rozumienia człowieka w kontekście jego sytuacji i potrzeb. To zdolność odpowiadania na te potrzeby nie w zgodzie z kodeksami, ale w zgodzie z człowiekiem. To wymóg staw…

ROZMYŚLANIA

Jeśli cokolwiek leży u podstaw świata, to jest to muzyka. Przestrzeń, w której teologiczna mowa o przeduchowionym ciele staje się niemal namacalnie zrozumiała.Bo  przecież dźwięk, tak ulotny i nigdzie nie umiejscowiony, jest jednocześnie tak materialnie bogaty. Mieni się kolorami, bywa krągły, niekiedy kanciasty, to.sobą otacza, to od siebie odpycha. Przenika zarazem okna, ściany, drzwi, rozumy i serca... Jeżeli cokolwiek leży u podstaw człowieka, to tylko muzyka. Jak wczoraj, na koncercie Hob-Beatsów. Gdy Miłosz Pękala zapraszał w "Rebond B" Iannisa Xenakisa do zanurzenia się w pulsującej motoryce rytmu. Albo gdy, wraz z Maqgdaleną Kordylasińską, czarowali kolorami w kompozycji Steve'a Reicha. Nastrojenie ich muzyki nastrajało ciało i nastrajało duszę. Pozwalając mi wrócić do domu żywszym, pełnym delikatnej, świetlistej energii. Albo jak teraz, przy kwartetach Góreckiego. To muzyka bardzo prosta, wsparta na ostinacie, chwilami rozwijająca się, w większości statyczna, jakby…

CMENTARZ W PRADZE

Lubię cmentarze. Ich spokój, pustkę alejek po zmierzchu. Wkomponowaną w nie zadumę. Często gęsto czuję się na nich lepiej, niż na ruchliwych i pozornie wesołych ulicach. Szczególny sentyment czuję do cmentarzy prawosławnych i żydowskich.
Poza cmentarzami lubię też Pragę, a więc- volens nolens - i tamtejsze cmentarze. Z żydowskich więcej serca zostawiłem wśród strzępów grobów niedaleko wieży telewizyjnej na Żiżkowie. Wyglądają wstrząsającą wrzynając się niczym macki w pokomunistyczne realia miasta.
Po tych deklaracjach nie powinno dziwić, że wystarczył tytuł nowej powieści Umberto Eco ("Cmentarz w Pradze"), żebym jak najszybciej zabrał się za jej lekturę.
Książka nie zaskoczyła mnie niczym nowym. Mam wrażenie, że "Imię róży" i "Wahadło Foucaulta" wystarczą do tego, żeby zrekonstruować powieściowy algorytm Profesora Sukcesa. Zwyczajowo więc mamy tu do czynienia z prymatem katalogu (cze encyklopedii) nad fabułą. Przewidywalnie końcówka książki zamienia się w…

LEWICOWE SERCE I KUCHENNE REWOLUCJE

Przyznam szczerze, że coraz bardziej nurtuje mnie pewne pytanie: CO DZIEJE SIĘ Z MROŻONKAMI I INNYMI ARTYKUŁAMI SPOŻYWCZYMI TAK BEZTROSKO WYRZUCANYMI NA BRUK, JAK W OSTATNIM ODCINKU? Nie do końca rozumiem niechęć do mrożonek ale akceptuję ją. Za to wyrzucania ich w taki sposób - nie. Jest tyle miejsc, gdzie by to można spożytkować z dobrym skutkiem. Serce boli...***Już wiem - ponoć mrożonki zabierają właściciele restauracji. Jedzenie zatem "wyrzuca się" pozornie. Szkoda tylko, że takie symulacje utrwalają niezdrowe skojarzenia. I żerują na dietetycznym nieporozumieniu - zimą mrożonki to skarb [dzięki Ewelinko, że tak ładnie to przypominasz].Za to serce boleć może z innego powodu. Pouczany przez bezkrytycznych wielbicieli "Kuchennych Rewolucji" zostałem potraktowany jak następuje: Niech pana serce nie boli...panie Marcinie ;) aż boję się pomyśleć jak pan zniósł śmierć Hanki Mostowiak....Mam nadzieję, że takie manewry retoryczne nie są związane z wszystkimi wiel…

NIE BĄDŹMY JUŻ MESJASZAMI!

Jest mi dziś niezwykle smutno. Nie potrafię bowiem zrozumieć, dlaczego polski Kościół potrafi zamykać usta osobom rozsądnym, o szerokim sercu i szerokim spojrzeniu, odpowiedzialnym i zwyczajnie mądrym, nie potrafi natomiast powiedzieć NIE różnej maści antysemitom, kseno-, homo- i wszelkiej innej maści 'fobom'. Decyzja, by uciszyć wreszcie ks. Bonieckiego jest głosem polskiego Kościoła oddanym na rzecz takich osób jak ks. Natanek, ks. Trytek czy o. Rydzyk (i nic to, że nie wszyscy funkcjonują w Kościele na legalu). Nie daj więc Boże, byśmy dalej mieli nieść Europie kaganek religijnej oświaty!
Podsumowaniem sprawy mogą być słowa św. Pawła z Pierwszego Listu do Koryntian (X, 12). Ale chyba lepiej zrobi do zdjęcie znalezione dzięki pewnemu Bartkowi na Facebooku [P. T. Autora, którego nie znam, proszę o zgodę na publikację]. 
Czyż nie??

2K, CZYLI KRZYŻ I (PREZYDENT) KACZYŃSKI

Nasze mass media można by uznać za ucieleśnienie nadrealizmu. Gdyby nie brak ironii. Bez niej mamy raczej do czynienia z serią tanich chwytów, które pod płaszczykiem obiektywności chcą ukryć spojrzenie z bardzo określonej perspektywy.
Nie mogłem dziś wyjść z podziwu oglądając następujące po sobie migawkowe informacyjne reportaże poświęcone tzw. walce z krzyżem i problemom z instalacją popiersia prezydenta Kaczyńskiego w Wołominie. W sprawie krzyża i Palikota stosowana była oczywiście retoryka irracjonalnej wojny. Tak jakby problem świeckości państwa nie był w istocie problemem ważnym i palącym. Zapomniano - dla przykładu - że zdjęcie krzyża z sejmowej ściany może być wyrazem szacunku dla tego, co religijne [trudno uznać, że wyrazem szacunku są poglądy "obrońców tradycji", dla których krzyż był "substytutem pomnika"]. Że neutralność wcale nie jest z definicji anty-religijnością, ale raczej poważnym traktowaniem tych, co nie wierzą i tych, którzy wiarę traktują jako co…

O ZWIĄZKU KRYZYSU Z MINIÓWKAMI. WYPISY Z PRATCHETTA 1

"W końcu osiągniemy pozycję, kiedy nie możemy się ruszyć, ponieważ stoimy sobie na głowach, jak to mówią. [...] Znikają miejsca pracy, ludzie bez oszczędności głodują, spadają pensje, farmy zamieniają się w pustkowia, rozmaite trolle schodzą z gór... [...]Wierzy Pan, że to wszystko może się naprawdę wydarzyć? - spytał Moist. - Kupa szklanych rurek i kubłów może to przewidzieć?Są bardzo starannie skorelowane z wydarzeniami [...]. Wie Pan, że ustalonym faktem jest wędrówka spódnic w górę podczas kryzysu?- To znaczy...? [...]- Damskie suknie stają się krótsze - wyjaśnił Hubert.- I to powoduje kryzys gospodarczy? Naprawdę? A jak wysoko wędrują?". 

NARKOTYKI, FIST FUCKING I KONKURS WIENIAWSKIEGO

Foucaultowscy apokaliptycy, których w Polsce wciąż mamy większość, dostrzegają wokół jeno wszędobylską władzę. Heteronormatywną, ciemiężącą i w gruncie rzeczy nieprzekraczalną. Szkoda słów na dawanie odporu takim poglądom. Zwłaszcza, że Foucault mówi jednak trochę co innego i za co innego powinien być krytykowany - nie za katastrofizm czy defetyzm, a za wpisanie strategi oporu w logikę krytykowanego systemu.
Miejscem oporu jest dla Foucaulta ciało. Stanowi bowiem ono wehikuł zachowań przekraczających dominujące aktualnie normy. Jest tedy możliwością doznawania przyjemności dającej odpór logice systemu, miejscem ascetycznej eksperymentacji pozwalającej, poprzez konkretne zachowania i doznania, urabiać w sobie inną - od społecznie (re)dystrybuowanej - formę "duszy".
Techniki ascezy, jakie zaleca Foucault, to destabilizacja racjonalności za pomocą twardych narkotyków oraz destabilizacja seksualności przez zdeseksualizowane formy seksu, czyli sadomasochizm. Oba typy praktyk mają…

NIECH ŻYJE CIAŁO! ALE JAK??

"Ideały cielesnego wyglądu - niemożliwe do osiągnięcia dla większości ludzi - są sprytnie promowane jako konieczne normy, skazując ogromne populacje na przygnębiające odczucie własnej nieprzystawalności i pobudzając do kupowania wprowadzonych na rynek środków zaradczych. Odciągając nas od rzeczywistych odczuć, przyjemności i zdolności drzemiących w naszych ciałach, takie nieustannie reklamowane ideały zaślepiają nas i sprawiają, że nie dostrzegamy różnorodnych możliwości polepszenia naszego ucieleśnionego doświadczenia.Praktycznie żadnej uwagi nie przywiązuje się do badania i wyostrzania świadomości rzeczywistych odczuć i działań naszych ciał, abyśmy mogli wykorzystywać taką somatyczną refleksję do poznania nas samych lepiej i osiągnąć bardziej wrażliwą somatyczną samoświadomość, która mogłaby nas doprowadzić do lepszej autopraktyki. Taka udoskonalona autopraktyka (...) wiąże się z polepszeniem naszych możliwości odczuwania przyjemności, które może być znacząco zwiększone dzięki …

O NEUTRALNOŚĆ I PRYWATNOŚĆ. LIST DO PKW

Państwowa Komisja Wyborcza
Warszawa
ul. Wiejska 10

Szanowni Państwo,
zwracam się z zapytaniem o to, jakie standardy musi spełniać przestrzeń służąca pracy Okręgowej Komisji Wyborczej. Ze względów zawodowych nie głosowałem w tzw. miejscu zameldowania, ale brałem udział w wyborach na terenie Łodzi. Traf chciał, że pojawiłem się w Obwodowej Komisji Wyborczej nr 100 w Łodzi, mieszczącej się w Zespole Szkół Ponadgimnazjalnych nr 3 przy ulicy Skrzydlatej. Byłem przekonany, że bez względu na rozmiar pomieszczenia, będę mógł liczyć przynajmniej na dwie rzeczy:

prywatność;neutralność światopoglądową.Tym razem jednak nie było o nich mowy. W pomieszczeniu nie wypatrzyłem parawanu, który gwarantowałby spokojne i nie narażone na obecność innych ludzi oddanie głosu. Udostępniony stół z krzesłami był natomiast tak mały, że głosujący - nawet nie chcąc - widzieli karty wyborcze pozostałych osób. Ku mojemu zdziwieniu tuż za urną wypatrzyłem z kolei plakaty z Janem Pawłem II. Byłem przekonany, że procedur…

OCZY SZEROKO OTWARTE

Nadrabiając zaległości filmowe obejrzałem w końcu "Einaym Pkuhot" ("Oczy szeroko otwarte"). Co tu dużo mówić, obraz zrobił na mnie wrażenie tak duże, że od czwartku nie mogę się z niego otrząsnąć. Zauroczyły mnie zdjęcia, niespieszny rytm opowieści, w której "cisza" czy zatrzymania są równouprawnionym elementem narracji, chrzęst hebrajskiego. Przejęła mnie natomiast uniwersalność opowieści - mimo chasydzkiego kontekstu wiele z doświadczeń głównych bohaterów znam nie tylko z lokalnego podwórka, ale z własnego życia. Ucieczka w ascezę, śmierć jako wentyl bezpieczeństwa, dwuznaczna szczerość podwójnej miłości zarazem do kochanka i żony, która jest bardziej przyjaciółką niż partnerką. A nade wszystko "metafizyczna" samotność (piszę w cudzysłowie, bo jest to metafizyczność generowana przez strategie społeczne). Gdy Aaron, przestraszony mechanizmami wykluczenia i napiętnowania we wspólnocie chasydów oraz napiętą atmosferą w domu, mówił Ezriemu, że ich…

DLACZEGO WOLĘ X. BONIECKIEGO OD BPA MERINGA

Zajmując się filozoficzna refleksją nad humanistyką nie mogę nie odbywać lektur z zakresu teologii. Jedne, zazwyczaj prawosławne, sprawiają mi autentyczną fascynację, a zainteresowanie nimi ma podłoże zdecydowanie nie tylko zawodowe. Inne budzą moją ciekawość, ale motywacją do przeczytania ich jest bardziej poczucie obowiązku niż spontaniczna decyzja. Do tej drugiej kategorii należy "Umysł wyzwolony" Stanisława Obirka, z którym aktualnie się mierzę. To książka ważna, gdyż na fali krytyki instytucjonalnych religii ze strony jej niegdysiejszych funkcjonariuszy, poświęcona jest nie tylko demaskowaniu ciemnych stron katolicyzmu (i innych religii), ale ujawnianiu tego, co w katolicyzmie (i innych religiach) pozytywne oraz kulturotwórcze. Co prawda odnoszę wrażenie, że proporcjonalnie więcej w niej narzekań i utyskiwań, autor stara się jednak pokazać, że religia wciąż jest zjawiskiem istotnym i że w ponowoczesnym świecie - w odpowiedni sposób - powinna być pielęgnowana. Inna spraw…

O TRZECH PRZYKAZANIACH FILOZOFA, CZYLI NOTA DLA JASNEJ MARII

W Le Tiers-Instruit Michel Serres opowiada przypowieść o marynarzach, którzy po storpedowaniu ich okrętu i długiej tułaczce po bezkresnych wodach wypatrzyli na horyzoncie wyspę. Zmierzając ku niej spotkali łodzie wyspiarzy, którzy płynęli im na przeciw. Początkowy strach, że autochtoni dążyć będą do konfrontacji, ukoiła gościnność - rozbitkowie czuli się na wyspie jak w raju. Czas minął im na poznawaniu innej kultury i na dzieleniu się swoją, na rozmowach o miłości, religii, polityce, rytuałach. Spotkanie było ciekawe tym bardziej, że każde podobieństwo pociągało za sobą zróżnicowanie - to właśnie drobne różnice były powodem śmiesznych wpadek czy celowych kawałów. W pewnym momencie marynarze nauczyli wyspiarzy gry w piłkę nożną. Staczane rozgrywki, uczenie strategii gry itp. przypomniało rozbitkom, że należą do cywilizacji, której powołaniem jest formowanie innych. Po czasie sielanki nastąpił oczywiście koniec - pojawił się "swojski" okręt i zabrał rozbitków do ich własnych …

LEVINAS, KAFKA I PRZEMIANY

Polskiemu humaniście Emmanuela Levinasa przedstawiać nie trzeba. Inaczej jest z Michaelem Levinasem, synem filozofa, którego twórczość muzyczna nie jest chyba w naszym kraju znana w ogóle. Sam zetknąłem się z jego postacią lata temu, bodajże w czasach licealnych. Aż do wczoraj nie znałem jednak żadnej jego kompozycji. A szkoda. Upolowana "Metamorfoza" na podstawie "Przemiany" Franza Kafki jest bowiem ewidentnym wyrazem dużego talentu, umiejętnego korzystania z dorobku przeszłości i szlachetnej indywidualności.
"LA MÉTAMORPHOSE" to opera, której światowa prapremiera odbyła się kilka miesięcy temu w Operze w Lille. Kameralna w formie wykorzystuje duży wachlarz środków muzycznych - od wdzięcznej, tonalnej melodyki, po amplifikowane głosy solistów, ostrą dysonansowość czy pomysłowo stosowane instrumenty perkusyjne. Niczym u Benjamina Brittena, którego duch unosi się nad "Metamorfozą". Jej tematem jest przemiana człowieka, której towarzyszy pytanie o…

O SUCE BIŁGORAJSKIEJ, NIEMATERIALNYM DZIEDZICTWIE I BYCIU PRAWDZIWYM POLAKIEM

"Źródła" uraczyły mnie dzisiaj rozmową z Marią Pomianowską. Uraczyły, aczkolwiek konsekwencją tej rozmowy jest uczuciowa ambiwalencja. Z jednej strony nie sposób nie cieszyć się z faktu, że wskrzeszenie suki biłgorajskiej udało się tak pięknie, iż dziś grają na niej nie tylko pojedyncze osoby, ale i cała orkiestra. Po pysznym tańcu zagranym przez consort suk i fideli czekam z niecierpliwością na zapowiedzianą płytę. Z drugiej strony nie sposób nie smucić się tym, jak Polacy podchodzą do własnego dziedzictwa. Pani Pomianowska przypomniała fakt, że dopiero od kilku miesięcy "działa" u nas konwencja chroniąca materialne i niematerialne dziedzictwo narodu. Choć działa to za dużo powiedziane, bo wciąż nie wiadomo, czym to dziedzictwo ma być i jak należy je chronić. Przerażające zaś jest to, że na spotkaniu u Prezydenta eksperci nie bali się nawet opinii, że dziedzictwo ludowe obroni się samo.
Przerabialiśmy już w Polsce politykę historyczną, ciągle karmi się nas akcjami…

O ZUŻYCIU NIEWINIĄTEK (POLSKICH MŁODZIEŃCÓW)

Nakładem AdPublik ukazała się niedawno Tęczowa rewolucja. To zbiór rozmów LGBT, którego poszczególne części pojawiały się wcześniej na łamach Repliki. W pamięci mam podobną publikację zatytułowaną Gejdar. Na jej łamach Dominika Buczak i Mike Urbaniak przeprowadzili rozmowy z homoseksualnymi mężczyznami. Wbrew notce na tylnej okładce Gejdaru ("Bohaterowie książki są różni. Mają odmienne poglądy społeczne i polityczne, inaczej zapatrują się na kwestie emancypacji, homofobii, formalizacji związków osób homoseksualnych czy adopcji dzieci. Niektórzy traktują kościół katolicki jako źródło homofobicznej opres ji. Inni, głęboko wierzący,...") z wywiadów wyłonił się dość stereotypowy obraz geja - niedojrzałego emocjonalnie faceta zainteresowanego seksem, fajnym ciuchem, perfumami i lansem. Tęczowa rewolucja jest zdecydowanie ciekawsza - wyłaniający się z niej obraz osób LGTB jest mniej banalny, bardziej problematyczny, silniej intelektualny. Nie stroni się tu również od kwestii …

KILKA MYŚLI O MARLENIE DIETRICH I ŚWIĘTOŚCI

Zaczęło się od wczorajszego poranka. Radiowa "Dwójka" nadaje rano piosenkę polecaną przez jakąś kulturotwórczą osobistość. Wczoraj emitowano przebój Boba Dylana "Blowin' in the Wind". Piosenka bardzo mi bliska, aczkolwiek w moim przypadku bardziej związana z Marleną Dietrich niż z samym Dylanem. Wieczorem, biorąc już do ręki swobodniejszą lekturę, wyciągnąłem z półki piękny trzypłytowy album Dietrich, który sam w sobie obrosły jest wspomnieniami (Wojtku, dziękuję!). Wrzuciłem CD i jej niewielki, ale ciemny, ochrypły, aksamitny głos, kapitalna interpretacja i niezapomniany "berliner", którego dziś próżno już szukać, przeniosły mnie jakby w inną rzeczywistość. Mam do Dietrich nadzwyczajny sentyment i wielki podziw. Konfrontując się z takimi postaciami, jak Ona, uświadamiam sobie, jakim spustoszeniem jest charakterystyczne dla Zachodu utożsamienie świętości z moralnością. Bo patrząc "moralnie" (co w gruncie rzeczy znaczy: z punktu widzenia uświę…

O KUCHENNYCH REWOLUCJACH, CZYLI CO TO JEST WINIGRET?

Ci, co mnie znają, wiedzą, że lubię gotować. I lubię też audycje nt. kuchni. "Kuchenne Rewolucje" oglądam nieregularnie, acz wiernie. I nawet darzę je sympatią, choć jako frankofona ciężko mi przeżyć "winigret" z akcentem na "ni". (Jako Polakowi ciężko mi z "restołracją" i kilkoma innymi rzeczami). Dziś nie wytrzymałem i napisałem p. Gessler post na fb. I post najpierw pojawił się, potem zniknął, a potem jednym udaje się go znaleźć, a innym nie. Cóż, strony i tablice bywają przepastne - niczym rasowy thesaurus ;-)

DLACZEGO LUBIĘ POSTMODERNIZM?

Jako dziwoląg nigdy nie przepadałem za Georgiem Solitm. Zamiast niego wolałem Marka Janowskiego (przy Wagnerze) czy Colina Davisa (przy Verdim). Nigdy nie lubiłem Glenna Goulda. Bacha na fortepianie rezerwując dla Rosalyn Tureck. Od zawsze nie znosiłem Karajana, choć w drodze wyjątku frajdę sprawia mi kilka jego nagrań z lat 50ych i "Madama Buttrefly" z Mirellą Freni i Luciano Pavarottim.
Od dawna lubię też postmodernizm. Dlaczego?
Gdyby nie postmodernizm ciągle musielibyśmy tkwić przy zdaniu Iwaszkiewicza, który w książeczce o Bachu wybrzydzał nad powrotem do dawnych instrumentów, dawnych smyczków i metod wykonawczych zalecając grę na tym, co najnowsze. Jego modernistyczne przywiązanie do postępu to co nowe automatycznie wiązało z tym co lepsze.
Gdyby nie postmodernizm ciągle musielibyśmy oddawać kult najnowszym nagraniom muzyki dawnej robionym w "dawnym stylu". Przecież początkowo przekonywano nas, że nagrania te są wierną repliką tego, jak muzykę dawną grano w d…

"TEOLOGUMENA" 1

Ilekroć przeżywam (to złe słowo, aczkolwiek lepsze od słowa "słucham") AKATYST do Ducha Św., moje myśli biegną w stronę o. Yves'a Congara OP. O dziwo nie poświęciłem mu żadnego tekstu, jego nazwisko nie pojawia się bodaj w jakimkolwiek przypisie, a to on spośród XX-wiecznych teologów katolickich, a nie Hans Urs von Balthasar czy Pierre Teilhard de Chardin, wpłynął najbardziej na moją postawę religijną i doświadczenie wiary.  W mocno minionych już czasach Jego trylogia pneumatologiczna wprowadzała mnie w mysterium Ducha Świętego, a jego prace o Kościele uczyły mnie eklezjologii zupełnie innej niż ta znana z rodzimego podwórka. Congar ujmował (i ujmuje) mnie prostotą języka, pochyleniem nad Biblią, szacunkiem dla Tradycji. Brak u niego pretensjonalności, zachłyśnięcia językiem określonej szkoły filozoficznej. Brak również wizji, która  by narzucała określony porządek wszystkim cząstkowym analizom, jakie przedstawiał w swoich tekstach. Pewnie dzięki temu, znów w opozycji do…

LEKARZU - ULECZ SIĘ SAM!

Najpierw kampania środowiska lekarskiego przeciw homeopatii, jako terapii NIEnaukowej, teraz zaś promowanie przez to środowisko nieNAUKOWEJ teorii. Bo jak inaczej skomentować co następuje?:

Czy można wyleczyć z homoseksualizmu? Można - chce przekonywać amerykański psycholog Joseph Nicolosi. Gdzie? Na Uniwersytecie Medycznym w Poznaniu. Konferencja o terapii skłonności homoseksualnych ma się odbyć w połowie września w centrum kongresowo-dydaktyczne poznańskiego Uniwersytetu Medycznego. Jej zapowiedź pojawiła się na prawicowych i katolickich portalach internetowych.Gwiazdą konferencji ma być amerykański psycholog dr Joseph Nicolosi. Jego stronę internetową otwiera slogan: "Nie musisz być gejem". Nicolosi stara się zmieniać orientację seksualną gejów i lesbijek. W wywiadach twierdzi, że część jego pacjentów doświadcza znaczącej poprawy, a jedna trzecia zostaje uzdrowiona. Katolickie portale reklamują go: "Światowej sławy specjalista, niezaprzeczalny autorytet". Wkrótce…

MATRASOWI MÓWIĘ: DZIĘKUJĘ

Po powrocie ze spokojnej Lubelszczyzny wciąż nie mogę przyzwyczaić się do pędu życia (gdyby to był elan vital, ach!) i skwaszonych min naszych krajan. W plebiscycie na najbardziej nieżyczliwe miejsce w naszym mieście od kilku miesięcy wygrywa u mnie księgarnia MATRAS na Piotrkowskiej. Nie dość, że monitorują przestrzeń, nie dość, że czułem oddech pracownicy na swoim karku (myślałem nawet, czy to nie próba umówienia się na randkę), to i tak zostałem głośno posądzony o kradzież. Obywatelskie prawo do skargi też się na niewiele zdało. Posłana mejlem spotkała się z milczeniem - mimo prośby o potwierdzenie odbioru. Telefonicznie ustaliłem, że firma ustaliła normę nie potwierdzania odbioru mejli! Potem oczekiwanie na reakcję - i znów cisza. Po kolejnym telefonie dowiedziałem się, że to dziwne, iż czekam na odpowiedź, ale skoro tak, to przynależący do stosownej dykasterii członek kierownictwa odpowie mi w ciągu kilku kolejnych dni. Czekam już parę miesięcy - może kiedyś się doczekam? Najgors…

Kryminał na wieczór :)

Kolejny wieczór z Joe Alexem. Spokojny głos Jacka Rozenka czytającego "Jesteś tylko diabłem" plus kapitalna narracja Słomczyńskiego może odprężyć nawet po trudnym dniu :) Swoją drogą mamy szczęście do "kryminalistów". Dziś Krajewski, drzewiej Alex. Co tu kryć, mam niesamowity sentyment do Słomczyńskiego. Znać z jego powieści erudytę, który w małym palcu miał i Szekspira i Joyce'a. Wiem, dziś modna jest krytyka tych tłumaczeń. Mam na to jedną radę - miast krytykować, lepiej zrobić nowy, doskonalszy przekład. Bo krytyka często wypada żenująco. Jak kiedyś w jednym z tekstów z "Literatury na Świecie". Autor odsądzał od czci i wiary jakąś frazę z "Ulissesa" nie dostrzegając, że jest to - uzasadniona oryginałem -  stylizacja na Apokalipsę Jana Teologa. Cóż, tacy krytycy, jakie czasy, jak ćwierkają wróble za oknem :)

KURZAK I KIERKEGAARD, CZYLI 2X K

Mija kolejny rok bez Witryny Czasopism. Mimo decyzji Ministerstwa odmawiającej Witrynie grantu, duchowo wciąż czuję się jej aktywnym recenzentem. Dłuższe teksty odkładając na lepsze czasy nie mogę nie wspomnieć o nowym"Kronosie". Znalazłem w nim ciekawy tekst o Kierkegaardzie i Kierkegaardowskim antysemityzmie. Warto go przeczytać tym bardziej, że Autor ani nie wybiela Kiekregaarda, ani nie dyskredytuje wymowy Kierkegaardowskiego egzystencjalizmu. Właśnie w takim tonie powinno się prowadzić trudne rozmowy i podejmować skomplikowane tematy...
Płyta Aleksandry Kurzak niesamowicie mnie wciągnęła. Słucham jej od wielu już dni, przynajmniej raz dziennie, i wciąż nie mam dość. Najbardziej cieszy mnie to, że Kurzak pozwala swojemu głosowi dojrzeć. Pięknie go otworzyła, górne tony stały się bardziej okrągłe, przy okazji niesamowicie wzbogaciła się jej średnica. Jedyne, co niezmiennie nieco mnie niepokoi, to zbyt wyraźnie odczuwane momenty, gdy bierze oddech. Ale w niczym nie psuje t…

Wakarecy vs Awdjejewa

Przeczucia mnie nie pomyliły :) Recital Wakarecego na "Chopinie i jego Europie" potwierdził moje przeczucia, że drzemie w nim rasowy pianista. Ujął mnie Polonezem-fantazją, ujął Sonatą Chopina. Zaciekawił częścią Lisztowską, mimo że nie lubię Liszta i nikt mnie do niego nie przekonał. Owszem, było sporo "brudków", ale za to pięknie przemyślał architekturę kompozycji - rozumiał ich retorykę, umiał różnicować plany, ciekawie bawił się rubatem, pięknie niuansował kolor. Kilkakrotnie przykuł moje ucho do głośnika.
Odmiennie od Awdjejewy. W Chopinie toporny i ciężki dźwięk, kompletne nieporozumienie narracyjne, brak niuansowania planów. Zagonienie i niezrozumienie pauz. Za to jej Liszt był błyskotliwy i ujmujący. Pytanie tylko, co usłyszeli w jej grze Jurorzy Konkursu Chopinowskiego, skoro nie grała na nim Liszta?