Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z luty, 2012

ZAMYŚLENIA

Pamiętam, jak odchodziła. Dla grona bliskich miała pogodną twarz i pogodne słowa - "nie macie się co martwić, po tamtej stronie będę przy Was jeszcze bardziej". Cierpienie, niepewność, lęk, które traktowała zawsze jak nieważny opad codzienności, pokazała tylko tym, którym musiała to pokazać. Nikogo nie wykluczając; fizyczne oddalenie czyniąc czymś pogodnym i  naturalnym.
Mogła być moją babcią, a była przyjaciółką. Nie boję się użyć tego słowa, które nie jest dla mnie wyświechtaną kalką z angielskiego. Pozwoliła mi doświadczyć w życiu oddania i bezwarunkowości. Zawsze otwarta. Umiejąca milczeć i rozmawiać, niekiedy tylko słuchać, niekiedy zażarcie się kłócić czy poprawiać błędy językowe. Wspominać uroki erotyki i marzyć o wiecznych łąkach z ponownie rozbrykanym mężem. Jadło się u niej, a gotowała wybornie i nie pozwalała zmywać. Czytało poezję. Rozmawiało o muzyce i codzienności. Żartowało, niekiedy rubasznie. Zwyczajnie siedziało w fotelu. I zawsze było się kochanym, przyjęt…

NIE-LUDZIE, RELIGIA, LAICYZACJA

Powoli zabieram się za przygotowanie do dyskusji na temat nietzscheańskiej krytyki religii. I po raz kolejny rodzą się we mnie podejrzenia, że z polską popularnością Nietzschego coś jest nie tak. Wprawdzie trudno przecenić znaczenie tej myśli, także dla religijności i zarazem jej zaniku oraz odnowy, niemniej to, o czym mówił Nietzsche dotyczyło innego kontekstu i powinno być już dawno przerobione. Pomijając (naiwne) dyskursy w stylu Dawkinsa czy innych scjentystów jego pokroju, zachodnie chrześcijaństwo krytykować dziś trzeba za jego stosunek do tzw. świata natury.
Wciąż pleniący się antropocentryzm, kojarzenie tego, co niskie w człowieku z tym, co zwierzęce, reklamowane jeszcze na kazaniach przekonanie, że mamy iść i czynić sobie ziemię poddaną, umniejszanie a nieraz wyśmiewanie prób regulacji prawnej sytuacji zwierząt kiedy dopuszcza się aborcję czy dyskutuje o eutanazji  brak piętnowania cierpienia zwierząt przygotowywanych na świąteczne potrawy - takie rzeczy i takie stawianie sp…

CALLAS, SZTUKA, METAFIZYKA

Chyba staję się sentymentalny, ale co i rusz dopadają mnie ostatnio nostalgiczne wspomnienia. Chociażby te z licealnej wycieczki do Grecji, gdzie chodząc po spękanej ziemi, kamienistych plażach czy zakrzepłych w swej formie amfiteatrach myślałem o dwóch artystkach - Irene Papas i Marii Callas. Jest w 'greckości' coś specyficznie tragicznego i katartycznego, ale trzeba niezwykłej metafizycznej otwartości i artystycznej odwagi oraz bezkompromisowości, aby wydobyć to na światło dzienne (nijak nie wyszło to np. Agnes Baltsa). Ale bez tych cech pewnie w ogóle nie ma autentycznej sztuki.
Takiej, jaką prezentowała właśnie Callas. Zwłaszcza ta późna. Obejrzałem właśnie na youtube'ie Jej wykonanie arii Satuzzy z koncertu w 1974 r. Nie przepadam ani za tą arią, ani za tą partią. A tu proszę - nijak nie potrafię dojść do siebie. Co z tego, że głos wielkiej Callas czasy świetności ma już dawno za sobą. Co z tego, że jest zbyt rozwibrowany, za mało aksamitny a zbyt ostry, nie posiada d…

KONIEC EPOKI

Koniec Epoki Romana Jasińskiego to z całą pewnością jedna z moich ulubionych książek. Ilekroć do niej wracam, niezmiennie urzeka mnie cierpka ironia w komentarzach Autora, a wyłuskane przez Niego fragmenty recenzji i tekstów o muzyce dają odetchnąć atmosferą międzywojnia - z jego koncertowymi blaskami i cieniami.
To niemałe tomiszcze udało mi się wreszcie przywieźć od rodziców. I zerknąć doń w cichy, celowo wolny od zawodowych spraw wieczór w domu pachnącym cynamonem. Otworzyłem je na chybił trafił. I znalazłem jakże współczesne muzyczne i teatralne problemy.
Pierwszy, to problem z obsadzeniem partii Violetty Valery w Traviacie. Bo dziś jest tak samo, jak w 1937 r., gdy partię tę śpiewała w Warszawie wspaniała Toti dal Monte. Witold Szeliga pisał o niej wtedy:
P. Toti dal Monte bynajmniej nie wygląda na osobę unieszczęśliwioną przez chorobę płucną, jak chce tego tekst Traviaty. Strukturę posiada tak mocną, że trudno słuchaczowi wmówić sobie, iż na scenie widzi suchotnicę. Ale poza tym…

SZAHAJ W ODRZE, CZYLI KULTURA UPAKARZANIA

Lutowa 'Odra' dotarła pod mą strzechę szybciej niż się spodziewałem. Przynosząc ze sobą tekst Andrzeja Szahaja poświęcony Kulturze upokarzania. Na gorąco starałem się dociec, od kiedy datuje się moja sympatia do tego Autora. Przypomnieć sobie nie przypomniałem, ale po lekturze uczucie sympatii pozostało niewzruszone. Cenię Szahaja za wiele rzeczy. Najbardziej, za komplementarne traktowanie roboty filozoficznej jako pracy stricte akademickiej (tutaj najwyżej cenię Jego książkę o komunitaryzmie i libertarianach) i jako zaangażowania społecznego. Co ważne, w artykułach pisanych dla osób nie mających nawyku czytania tekstów filozofów i historyków filozofii Szahaj nie rezygnuje z tego, co w akademickiej formie najlepsze - spokojnego tonu, jasnego formułowania tez i rzeczowej argumentacji.
Kultura upokarzania tezy ma zasadniczo dwie. Pierwsza mówi o tym, że "zestaw popularnych programów telewizyjnych i obecnych w nich wzorów zachowania jest zwierciadłem stanu społeczeństwa i dom…

POŻEGNANIA/POWITANIA

Powinienem żegnać Wisławę Szymborską. Ale nie potrafię. Nie potrafię, bo nie żegna się ludzi, którzy są. Ma rację Nowosielski, że to, co najbardziej konkretne, to, co najbardziej istnieje, wymyka się schematom podług których meblujemy świat. Więc ona jest. Tak samo, jak jest Paul Celan, Stefan Swieżawski, Pani Teresa. Każde na swój sposób, inaczej bliskie, ale tak samo obecne. Bo przecież pamiętając umierać (a w końcu to najbardziej znaczy memento mori), pamiętam również, że najbardziej żyje się w pamięci innych. Pewnie dlatego sam chciałbym leżeć w powietrzu, tam, gdzie nie leży się ciasno, odchodząc na zawsze wraz z pamięcią tych (a chcę wierzyć, że będzie taka pamięć), którzy byli mi bliscy.
Czym zatem jest śmierć? Żywą pamięcią o tych, którzy na taką pamięć nie zasłużyli. Jak małostkowy Miłosz, pychą i fałszem niszczący przyjaźń z "małym" (we własnych, bo nie w moich oczach) człowiekiem.
Nie umiem pożegnać tych, o których pamiętać nie chcę. Nie umiem witać tych, których …

HOMO(FOBIA)(PATOLOGIA)??

Z Tygodnikiem Powszechnym jakoś mi ostatnio nie do końca po drodze. I tym razem wcale nie ze względu na treść pisma, ale przez korespondencję, którą Redakcja zamieścić powinna i zamieściła. Chodzi mi o list prof. Andrzeja Paszewskiego zatytułowany Homopatologia: list do ks. Jacka Prusaka, którego Autor powołując się na dowody biologiczne pisze o homoseksualizmie jako o patologii, o naciskach homoseksualnego lobby czy współczesnej "promocji homoseksualizmu", która pod płaszczykiem krzewienia tolerancji obrzydza "tradycyjną męską i żeńską przyjaźń". Tekst jest bolesny z wielu powodów. Także merytorycznych. Widać bowiem, że polscy naukowcy zupełnie nie odrobili lekcji z metodologii i filozofii nauki. Nie trzeba w końcu być konstruktywistą, zupełnie wystarczy znajomość Neuratha, Carnapa czy Poppera, żeby wiedzieć, jaki status mają naukowe tezy czy dowody. Ba, nie trzeba znać ich wcale, żeby wiedzieć, że nie da się lekko przejść od porządku wyjaśnień genetycznych, do ko…