Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z maj, 2012

DIALEKTYKA SAMOTNOŚCI - W ODPOWIEDZI PIOTROWI ORAWSKIEMU

Nie pierwszy już raz przychodzi mi wejść w wirtualny dialog z Panem Piotrem [http://piotrorawski.pl/page8.php?post=33]. Zbyt czułe struny porusza w mej duszy, by milczeć, i zbyt ciekawie i mądrze pisze, by do końca się z nim zgadzać.
Fakt, samotność bywa smutna i nie do uniknięcia. Zwłaszcza dziś - w dobie globalizacji, szybkich kontaktów, błyskawicznych relacji nachodzi nas w tłumie ze zdwojoną jeszcze siłą.
Ale żeby mówić o dialektyce samotności nie można poprzestać tylko na takim jej obrazie. Trzeba mówić i o tym, co samotność niesie pozytywnego. A myślę, że niesie wiele - w jakiejś mierze jest bowiem warunkiem twórczego życia, źródłem, bez którego nie ma prawdziwej kreacji. W jakiejś mierze, bowiem drugim źródłem twórczości jest - w moim odczuciu - miłość. Tyle że bez samotności prawdziwa miłość także się nie przydarzy. Bez niej nie ma przestrzeni, w której można wybiegać od tego kim się jest, do tego, kim chce się być (pięknie pisał o tym Octavio Paz, cytowany przez Piotra Orawsk…

O FILOZOFICZNEJ ROZWIĄZŁOŚCI, CZYLI MOZARTA PLATONEM

Mozartowski Don Giovanni to nie tylko moja ukochana opera, ale także wyjątkowy "tekst kultury"; wyjątkowy, gdyż na jego przykładzie doskonale widać sytuacyjność naszego poznania i rozumienia. Dla współczesnego odbiorcy to opowieść o cynicznym uwodzicielu, który porwał się na lodowato czystą i dziewiczą Donnę Annę i który został za to przykładnie ukarany. Pozostałe bohaterki, a więc Donna Elwira oraz Zerlina, poza tym, że zajmują w hierarchii miejsce drugo- i trzeciorzędowe, to jeszcze ich perypetie są tylko dodatkowym potwierdzeniem słuszności poniesionej przez Giovanniego kary. Dla Mozarta i jego współczesnych Don Giovanni to opowieść o cynicznym birbancie, który zasadził się na cnotę młodej wieśniaczki, po tym, jak nie zdobył cnotliwej (na pokaz?) Donny Anny i przy wtórze jęków mocno podstarzałej (wystarczy posłuchać, w jakim stylu utrzymał Mozart pierwszą arię Elwiry, by rozstrzygnąć kwestie wiekowo-dowodowe) i porzuconej przez niego kochanki. Miast tragedii mamy tu raczej …

O KWADROFONIKU - BEZ PARDONU APOLOGETYCZNIE

W radio Kwadrofonik, w głowie niesłabnące echo Platońskiej Biesiady, w sercu wspomnienia... Szykując się na pyszny folk w wykonaniu jednego  z moich ulubionych kwartetów poszperałem w skrzynce mejlowej. Byłem ciekaw, ile to już czasu minęło od pierwszego mejla wymienionego z pianistami, po ich (czyli Lutosławski Piano Duo) koncercie w łódzkiej filharmonii. A minęło go sporo - był wtedy maj. O ile nie myli mnie pamięć, było ciepła, jakby lekko letnia aura (choć może była to aura Emi i Bartka, którą rozciągnąłem później na pogodową niewygodę za oknem, sam nie wiem). Szedłem podekscytowany, nawet więcej niż podekscytowany, na występ Artystów, przed wielkością (nie będą bał się tego patetycznego słowa!) których  z pokorą chyliłem czoła. Mieli grać w sali kameralnej, ale koncert przeniesiono do dużej. Pamiętam tłumy ludzi, świecące spodnie Bartka, nadzwyczajne wprost szpilki Emi. I niezapomnianą muzykę - feeryczną, taką jaka może brzmieć w niebieskiej Jeruzalem! (a przynajmniej we wszechśw…

FESTINA LENTE! ZE STAROŻYTNYMI

Marcinowi 
Jak dla mnie świat bez starozytnych nie byłby możliwy. Im dłużej korzystam z (post)postmodernistycznego instrumentarium do diagnozy i opisu naszego świata, tym chętniej zanurzam się w Greków - dla odtrutki i (wewnętrznego) zbudowania. Jest w tej - niekiedy sparciałej, niekiedy świecącej sztucznym blaskiem - myśli swoisty potencjał, pozwalający otwierać ukute wtedy kategorie na to, co dzieje się dzisiaj.
Dzięki Marcinowi miałem okazję wrócić dziś do Uczty. Czy może być piękniejsza urodzinowa lektura niż ta - opiewająca potęgę piękna i sławiąca miłość? Czy może być piękniejszy tekst niż ten, będący agonem myśli, którego rozstrzygnięcie zostawia Autor wrażliwym czytelnikom?
Zwyczajowo palmę pierwszeństwa w mowach na cześć Erosa przyznaje się Sokratesowi i Diotymie. Moją uwagę zaś przyciągnęla dziś mowa Pauzaniasza. Ileż mądrości w prostym stwierdzeniu, że władza (scil. tyrani) "tępić będą Erosa niebiańskiego, gdyż podtrzymuje on związki międzyludzkie, łamiąc omnipotencję …

FILHARMONICZNA DELIBERACJA

Czy można być zadowolonym z tego, że mimo iż nie wybiła jeszcze pełnia niedzielnego popołudnia, to człowiek czuje się już mocno wymęczony? Można. Na przykład wtedy, gdy zmęczenie jest wynikiem konstruktywnie zrealizowanej roboty społecznej. A taką zafundowała mi dzisiaj łódzka filharmonia w postaci deliberacji dotyczącej tego, jak w filharmonii jest i jak byśmy chcieli, żeby było.
Tę cenną inicjatywę nie tylko trzeba dostrzec, ale także pielęgnować. Rzadko bowiem zdarza się okazja, by pospołu - artyści, melomani, administracja filharmoniczna i urzędowo-marszałkowska spotkały się ze sobą po to, by rozmawiać na zasadach partnerskich, obligujących tedy do otwartości na cudze zdanie, próby jego rozumienia i argumentowania swojego stanowiska. A także po to, by szukać konsensu co do opisu tego jak jest i co zmienić.
Deliberacja przebiegała dwuetapowo. W pierwszym etapie grupy (na które nas podzielono drogą losowania) diagnozowały filharmoniczną codzienność. W drugim, na kanwie wcześniejszyc…

CZAR SILJI I MAGIA OFFENBACHA

Anję Silję usłyszałem po raz pierwszy w Szczecinie pod koniec szkoły podstawowej. Zaczynałem wtedy swoją przygodę z muzyką Richarda Wagnera, a w płytotece szczecińskiej Książnicy udało mi się wygrzebać płytę Philipsa z wybranymi fragmentami przedstawień z Bayreuth. Prawdę powiedziawszy pożyczyłem ją dla Birgit Nilsson, jednakże to Silja - piękną pieśnią z Tannahausera - zrobiła na mnie największe wrażenie. Potem przyszedł czas na całość Tannahausera z Jej udziałem, na Lohengrina, Śpiewaków Norymberskich, Latającego Holendra, role Straussowskie, pieśni, a ostatnio na... Opowieści Hoffmanna Jaka Offenbacha. O których za moment. Zgadzam się z tymi, którzy twierdzą, że Silja nigdy nie miała pięknego głosu. Owszem, jej głos jest wyjątkowo jasny i metaliczny, ostry, momentami nieprzyjemnie przenikliwy, a bardzo wysoka impostacja powoduje, że niekiedy ma się wrażenia zawyżania dźwięku. Atoli wszystkie te (nie)dostatki - podobnie do Marii Callas - artystka potrafiła (moim zdaniem) przekuć na…

SZTUKA, PAIDEIA, EDUKACJA...

BARTKOWI i EMI - (nie tylko) za muzykę ALINIE - za  wychowawczą odwagę  ZUZIE - za szaleństwo stroju jako szaleństwo tożsamości LWU - za przestrzeń, czyli za wszystko

Serwisy informacyjne są w tym kraju na wagę złota. Dziś dowiedziałem się, że statystyczny Polak chodzi do filharmonii raz na 132 lata (sic!). Chyba nie chcę wiedzieć, jak wygląda to w realiach, bo biorąc pod uwagę moich znajomych i samego siebie, są to kolejne dane statystyczne, na które nasz wpływ okazuje się mocno niebagatelny!
Przy tej okazji pomyślałem też - domykając serię - o miejscu sztuki (muzyki, plastyki) w edukacji, będącej w dzisiejszych czasach jedną z najważniejszych form wspólnotowej paidei.
Przez całą podstawówkę miałem zajęcia osobno z plastyki i muzyki. Nie były arcydziełem, ale mimo to ja i moi koledzy wynieśliśmy sporo informacji o formach muzycznych i plastycznych, garść informacji o kompozytorach, malarzach i rzeźbiarzach, malowaliśmy skojarzenia, wywoływane przez muzykę, sililiśmy się na jakiekol…

DOKĄD ZMIERZASZ POLSKO? DOKĄD POZWOLĄ CI ZMIERZAĆ, MATURZYSTO?

Choć nie przepadam specjalnie za Jeanem Baudrillardem nie mogę ostatnio wyjść z podziwu - jak nikt opisał strategię polskich polityków, którzy budują imponujące opowieści o świecie, którego moim zdaniem nie ma. Budują, a więc tworzą rozwiązania prawne, stypendialne etc., pod egidą działań zbawczych i naprawczych konserwując toczące nas wspólnotowe czerwie.
     Kolejny rok z rzędu zadumałem się nad wysyłanym przy okazji matur komunikatem - nie studiujcie humanistyki (dorzućmy tu jeszcze sztukę, będę pisał o nich łącznie), ale wybierajcie opcje medyczne i techniczne, bo one pozwolą wam odnieść sukces w życiu.
     Mocno to zastanawiające, zważywszy fakt, że wyhamowują inwestycje mieszkaniowo-budowlane, firmy obsługujące wlekące się stwarzanie autostrad przestają być finansowo płynne, projektantów zmusza się do kopiowania wzorców itede itepe. Zasadne jest zatem pytanie, gdzie Ci wszyscy absolwenci politechnik i kierunków technicznych mają pracować i co - na dłużą metę- zapewni im…

O SZCZĘŚCIU

EMI i LWU Fragmentem szczęściajest radość. Z(e)
wysłuchanej kantaty Bacha;
odkrycia nowego smaku;
znalezienia argumentu przydatnego w pisanym artykule;
spaceru, na którym mija się sarny czy lisy.

Fragmentem szczęścia jest smutek. Z(e)
powiniętej przez kogoś nogi;
burzy, która zniszczyła paproć;
niedocenienia tego, co w człowieku wartościowe i nad dzielnych (w sensie wyćwiczonych w aretai) przedkładania majętnych bądź ustawionych. 

Szczęściem jest
wspólne wysłuchanie kantaty Bacha i rozmowa o niej bądź milczenie;
podzielenie się nowym smakiem z tymi, dla których chce się go szukać;
satysfakcja nie tylko w swoich oczach, że stworzyło się coś wartościowego;
spacer, w czasie którego ktoś drugi potrafi pokazać Ci sarnę lub lisa;
pokazanie, że zadana przez małych i małostkowych krzywda nie przekreśla prawdziwej wartości;
dłoń, na której można się wesprzeć mimo obolałej z powinięcia nogi;
rozmowa, która przemienia, a więc otwartość.

     Szczęściem jest miłość, teleia philia  (przyjaźń dosko…