sobota, 12 sierpnia 2017

TWE JASNE WŁOSY

Twe jasne włosy jak smuga cienia
pod moimi palcami

Widziałem liść
— niósł światło wyłuskane z łupiny
korzeni



Łódź, 12 VIII 2017

niedziela, 6 sierpnia 2017

RZĄDY LUDZI CZY RZĄDY PRAWA? UWAGI ZWYKŁEGO OBYWATELA

Nie przestanie mnie zadziwiać kontrast między spokojem zwyczajnego dnia a gwałtownym atakiem na fundamenty państwa prawa. Soczysta zieleń po nocnych opadach, wiatr, znośna temperatura, szum tramwaju, a obok tego polityczna buta, lekceważenie prawa, nieliczenie się z dużą częścią obywateli, demagogia.

Czytam właśnie pismo 33 dziekanów wydziałów przyrodniczych, którzy wyrażają swój sprzeciw ws. dewastacji przyrody w Puszczy Białowieskiej. Mam też w pamięci decyzję Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości, który nakazał Polsce zaprzestanie wycinki drzew w ramach środka tymczasowego. Drzewa padają dalej, a butny Minister Szyszko zamiast przestrzegać prawa, jak Sarmata wywija przez Trybunałem szabelką lekceważenia.

Nie po drodze naszym rządom również z Europejskim Trybunałem Praw Człowieka, który 2 czerwca br. "zwrócił się bezpośrednio do polskiego rządu o powstrzymanie działań Straży Granicznej na przejściu Terespol-Brześć, która konsekwentnie uniemożliwiały czeczeńskiej rodzinie ubieganie się o azyl w Polsce. Rodzina uciekała przed prześladowaniami".

Nakłada się na to wszystko jeszcze kampania antyunijna, z szeroko rozpowszechnionym poglądem, że Unia nas ciemięży. Zapomina się przy tym, że nasza przynależność do UE nie jest związana z przymusem, ale decyzją Polaków. Z decyzją tą wiąże się wejście w system prawa europejskiego i obowiązywanie zasady bezpośredniej skuteczności prawa wspólnotowego w porządku prawnym państw członkowskich.

Lekceważenie prawa wspólnotowego przez obecną władzę, ale także opozycję taką jak Kukiz'15, wiąże się, w moim przekonaniu, że autentycznym lekceważeniem idei państwa prawa. Dochodzi tu bowiem do zanegowania zasady ciągłości prawa i hierarchiczności systemu prawnego, a na plan pierwszy - w miejsce rządów prawa - wysuwa się rząd ludzi, działających tu i teraz realnych prawodawców. Ich akty są najważniejszymi komunikatami prawnymi, dlatego nie ma problemu z przekraczaniem zapisów konstytucji i wprowadzaniu regulacji, które są wątpliwe także w kontekście praw człowieka.

Można - i należy - pytać, czy obecna sytuacja wiąże się jakoś ze sposobem, w jaki w Polsce działają prawnicy. Sądzę, że ma. Pisałem wczoraj, że jestem przeciwnikiem formalizmu w stosowaniu prawa, który jest nadal podejściem dominującym. Prof. Marcin Matczak przekonał mnie, że właśnie "formalizm promuje raczej rządy ludzi - rządy konkretnych prawodawców, a nie rządy prawa". Dzieje się tak choćby dlatego że w podejściu formalistycznym stosuje się zasadę odwoływania do reguł najbardziej szczegółowych, unikając odwoływania do zasad ogólnych, mimo że mamy w Polsce do czynienia z konstytucjonalizacją prawa (art. 8, ust. 2 Konstytucji mówi wyraźnie, że stosuje się ją bezpośrednio, sama konstytucjonalizacja zaś, jak przypomina Matczak, oznacza regulowanie życia społecznego "nie za pomocą szczegółowych reguł, ale ogólnych zasad (standardów)". Podejście formalistyczne koncentruje się na konkretnej regule, wyjmuje ją spoza kontekstu systemowego i przedkłada ponad inne komunikaty prawne. To oznacza, że wymazaniu ulega hierarchia praw i ciągłość prawa w czasie, bez względu na to, jak zmieniają się konkretni prawodawcy. Co gorsza, literalna wykładnia reguł jest tutaj ahistoryczna. Jak znakomicie pisze Prof. Jerzy Leszczyński

"Każde ujęcie wykładni, jako regulowanych procesów przeprowadzanych w odseparowanych od siebie umysłach interpretatorów budzi opór, jeśli procesy rozumienia, w szczególności interpretacyjne uważa się za dialogiczne, tak jak czyni to hermeneutyka H.-G. Gadamera. Pogląd ten polega na porzuceniu w badaniach nad rozumieniem takiego punktu wyjścia, który sytuuje się w subiektywności podmiotu, co powoduje, że rozumienie jest zjawiskiem dialogicznym. Czytanie i rozumienie tekstu jest tylko fazą w procesie porozumienia, a uznanie tekstów za samodzielne nośniki sensu stanowi pewną fikcję. Dialogiczność nie oznacza koniecznie bezpośredniości relacji interpretatorów, ale także odnoszenia się do propozycji interpretacyjnych w dorobku doktryny czy judykatury. Rozumienie ma naturę dialogiczną w podwójnym sensie, wyrasta z próby porozumienia się z innymi i musi być otwarte na alternatywne hipotezy interpretacyjne. Tymczasem w myśl koncepcji derywacyjnej odmienność cudzej wykładni prawa powinna być co najmniej zaskoczeniem dla interpretatora. Zauważenia wymaga również to, że interpretacja prawa przeprowadzana przez kompetentnych prawników, niezależnie od okoliczności w których do niej dochodzi buduje wiedzę o prawie. Wiedza ta jest zrelatywizowana do czasu, co powoduje, że dyskurs prawniczy ma wymiar historyczności. Wskutek tego historyczny charakter ma każda sytuacja interpretacyjna, nie tylko ze względu na aspekt czasowy samej regulacji".

O dialogiczności i historyczności z kolei nie da mówić się w oderwaniu od praktyki społecznej, od tego, jak społeczeństwa same siebie przekształcają.
Przywiązanie do scentralizowanej kontroli konstytucyjności w miejsce kontroli rozproszonej, unikanie odwoływania się do zasad ogólnych i stosowanie reguł najbardziej szczegółowych, podważenie hierarchiczności prawa - te elementy, moim zdaniem, składają się na grunt, który przygotował tak łatwe wejście polityków prawicy w buty niszczycieli porządku prawnego, którym łatwo jest pokazywać lekceważenie prawa jako wstawanie z kolan. Poniekąd w takim samym duchu widzę decyzje SSN ws. Mariusza Kamińskiego. Można argumentować, że sędziowie wykazali się mądrością - nie chcą konfliktować się z Prezydentem, gdyż on jako jedyny może stać na straży demokracji. Pomijając moje wątpliwości czy Andrzej Duda stał bądź będzie stał na straży demokracji, nie sądzę, by właściwa była decyzja przedkładająca władzę człowieka nad rządy prawa, co do złamania którego - w przypadku ułaskawienia - wątpliwości są poważne.

Ale myślę również, że bez względu na ocenę SSN, niezależności sądów trzeba bronić. Ważne, by nie była to obrona na zasadzie "przecie PiS", tylko obrona w imię określonej wizji działania systemu prawa. Wtedy można także pokazywać, np. sędziom, że broniąc trzeciej władzy, bywa, że broni się jej także przed nimi samymi. Innymi słowy, presja winna być podwójna, ale nie powinna być krytyką dla krytyki.