Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z lipiec, 2012

IN MEMORIAM JERZY KMITA

Na półce z tuzami robi się coraz bardziej pusto. Odszedł dziś kolejny - Jerzy Kmita.
Od dobrych kilkunastu miesięcy Jego myśl towarzyszyła mi regularnie - często doprowadzając do szału swoją zawiłą i mało niekiedy zgrabną stylistyką, zbytnią skrótowością w objaśnianiu pojęć, scholastycznym zamiłowaniem do dystynkcji czy poczuciem, że styl maskuje słaby punkt systemu i jest taki a nie inny po to, by trudno było się przez niego przebić. Trudno było mi również zaakceptować Kmitowską koncepcję kultury - wbrew wysiłkom Autora wydawała mi się ona bowiem częścią dyskursu nazbyt obiektywistycznego. Poza tym na jej gruncie (a to już wina obranej przez Kmitę perspektywy filozoficznej) nie dało się sensownie pomyśleć wspólnoty. Kmita głuchy był też niekiedy na to, co do powiedzenia ma filozofia kontynentalna (Derridy choćby, czy Foucaulta moim zdaniem nie rozumiał).
Denerwując się czy nie zgadzając zawsze jednak doceniałem wielkość Kmity jako filozofa - dość pokornego, by dłubać przy rozwiązywa…

TEILHARD, MADONNA, ICONOCLASH

Wyciągając dziś z półki kolejną porcję papierów doktorskich wpadła mi w ręce niepozorna, rozsypująca się książeczka w szarej płóciennej okładce. Autorem pomieszczonych w niej tekstów jest Pierre Teilhard de Chardin. Spośród jego pism to właśnie ten zbiór czytałem jako pierwszy  - opowiadał mi o nich Wojtek, potem podrzucił do pożyczenia, a w końcu podarował. Pamiętam moje lekturowe wrażenia: niechęć pomieszana z fascynacją. Niechęć, bo w zamierzchłych czasach - za cenę negacji siebie, za to z poczuciem przynależenia do wspólnoty, przekonaniem, że umiem nazwać to co dobre i to co złe oraz z wytyczoną (pozornie) słuszną drogą rozwoju swojej tożsamości -  hołdowałem dość niewolniczo tradycyjnej (czytaj: polskiej) wersji katolicyzmu, a w filozofii - pod płaszczykiem Tomasza z Akwinu, którego cenię do dziś - integrystycznej wersji neoscholastyki. Perspektywa Teilhardowska z jej umiłowaniem nauki, sakralizowaniem materii, procesualnym widzeniem świata, czy panteistyczną retoryką była z nimi…

ŁAGIEWNIKI, DAROCH, PAPANDOPULO

Mamie, Zuzie, Krisowi i Lwu
Po raz kolejny przekonałem się, iż najpiękniejsze koncerty to te, w których muzyka spotyka się z miłością. Nie tylko do muzyki, ale również pomiędzy ludźmi, którzy na koncert się wybrali - wspólne skupienie i zasłuchanie, radość z bycia razem, szansa na wymianę myśli, emocji czy odczuć to elementy, które dobry koncert potrafią zamienić w koncert nadzwyczajny. Pretekstem do przypomnienia sobie tej starej prawdy był dzisiejszy wieczór na Festiwalu w łódzkich Łagiewnikach. Ekipą stawiliśmy się na nim w pierwszym rzędzie, by posłuchać wiolonczelisty Tomasza Darocha. Z którym dzielnie współzawodniczył  organista Michał Olszewski.
W odróżnieniu od wielu łagiewnickich koncertów ten nie przypominał "sałatki z różnych kawałków mięsa" (tyle dosłownie znaczy potpourri, ale był starannie przemyślany pod kątem konstrukcji. Olszewski prezentował utwory eksplorujące technikę wariacji ostinatowych. Były więc rozmaite passacaglia i chaconnes., których taneczność…

RIMBAUD, MON ANGE GARDIEN

Co można robić, słuchając Messiaena? Marzyć o heliotropach i myśleć o poetach, których połączyły te kwiaty - o Iwaszkiewiczu i o Rimbaudzie, tłumaczonym (także) przez Iwaszkiewicza.
     Zawsze myślałem, że najtrudniej przyjdzie mi pisać i mówić o miłości i o Celanie, który stał się dla mnie metonimią śmierci. A więc o dwóch egzystencjalnych istnościach, które dotknęły mnie i naznaczyły w sposób szczególny. Obu jednak odwdzięczyłem się i słowem, i - w jakiejś mierze przynajmniej - życiem. Zupełnie bezradny zaś czuję się w przypadku Rimbauda.
    Odkryłem go dawno temu. Jako cezurę dzielącą to, co dawne od tego co nowe, język zrytmizowanej i przegadanej poezji od języka skrótu, zgęszczenia emocji, przemilczenia.
    Odkryłem go jako (po)nowoczesnego poszukiwacza własnego ja. Nie bojącego się przekraczania granic wytyczonych przez petits bourgeois, zagubienia w konwulsyjnej malignie własnych doznań, odczuć, synestezyjnego obcowania ze światem.
    Odkryłem go jako przestrogę przed …