piątek, 29 sierpnia 2014

PIEŚNI FILOZOFII I MUZYKA ŚWIATA

"Dla współczesnego człowieka zagadnienie muzyki sfer wydaje się co najwyżej antykwaryczną ciekawostką. Jak wszystko, co minione, posiada swój urok. Nie wytrzymuje jednak zestawienia ze zdobyczami przyrodoznawstwa, które w objaśnianiu rzeczywistości kieruje się m. in. zasadami empiryzmu i materializmu. Muzyka jako osnowa kosmosu? Mit, bajka, legenda – sądzę, że tak właśnie większość z nas skwitowałaby zagadnienie muzyczności wszechrzeczy. Tym większe wrażenie robi fakt, że koncept ten pojawia się ponownie na intelektualnej mapie Zachodu. Nieśmiało, ubrany w dykcję eseju, przekształcony. Ale jednak! Sprzyjają temu choćby doświadczenia wykonywane w tzw. komorach bezodbiciowych, w których panuje niemal idealna cisza (podaje się, że tłumionych jest tam 99,9% dźwięków). Okazuje się, że w świecie pozbawionym dźwięków i rytmów, człowiek nie jest w stanie przebywać dłużej niż 45 minut (to rekord jak dotąd chyba nie pobity). A czas tam spędzony odbiera jak torturę, w trakcie której przechodzi od rozdrażnienia do napadu paniki spowodowanej tym, że w ciszy absolutnej zaczyna słyszeć pracę swoich narządów. Aby normalnie funkcjonować człowiek potrzebuje zatem świata wypełnionego dźwiękami, który – po doświadczeniach z muzyką konkretną, choć nie tylko – okazuje się światem z konieczności muzycznym.
Do konceptu muzyki świata doszedł także filozof Michel Serres. W 2011 roku ukazał się jego esej zatytułowany Musique. Nie jest to praca akademicka, nie jest to nawet na poły akademicki szkic. Myślę o tej pozycji raczej w kategoriach świadectwa i medytacji – Serres w sposób niezwykle obrazowy opisuje w nim swe osobiste doświadczenia związane z odkrywaniem muzyki. Rozmyślając nad muzyką, nad mitami i wielkimi opowieściami nauki, w których – nomen omen – gra ona konstytutywną rolę, Serres odnajduje (wskazuje? zakładając, że wiedział o tym od początku) mianownik dla swoich wcześniejszych prac; źródło i punkt docelowy wizji świata, w której wychodzi się nie od substancji i tożsamości, ale od relacji, interakcji, translacji, ruchu, stabilizowania się chaosu. Zanurzonych w arche „szumu tła”. „… to książka – pisze Serres w zakończeniu – o trzech dzieciństwach, trzech Wielkich Opowieściach słyszanych jako trzy rapsodie, to książka o trzech rzekach różnych, spływających ku pełni wiadomości [l’information maximale] …  pomieszanie sztuki i profesji [métiers], emocji i rozumu, ciała i duszy, nauki i religii: skandal! Rzeczy Świata, działania ludzi, rozumność dzieł … nareszcie konkrety … odsłaniające skandal codzienności. O którym śpiewa filozofia (La philosophie le chante)” [Serres 2011, ss. 165-6].

Serres rozpisał swą medytację na trzy pieśni zatytułowane Szum, Głos oraz Słowo.
Pierwsza opiewa muzykę, przepływającą przez życie Orfeusza-kompozytora.
Druga opiewa muzyczność języków nauki, które nie tworzą odseparowanych od dziedzin, ale głosy subtelnej i wyrafinowanej polifonicznej całości.
Trzecia opiewa muzykę jako stwórcze źródło czasu, w stwórczym akcie nieustannie modelujące to, czym czas jest.

Nie będę nieudolnie streszczał tych pieśni. Chcę za to wyśpiewać trzy inne, szkatułkowo ukryte w medytacji Serresa.
Pierwsza jest pieśnią o tym, jak muzyka stworzyła świat. Pretekstem dla niej jest rozmyślanie Serres’a nad tropami z Bereszit.
Druga jest pieśnią o samotności i alienacji ludzi, którym rozpadł się świat „wspólnej muzyki”. Pretekstem dla niej jest rozmyślanie Serres’a nad Symfonią Les Adieux Josepha Haydna.
Trzecie jest pieśnią o zbawczym Duchu, który zstąpił na ludzi po to, by różnorodne języki wyrwać z chaosu i połączyć w harmonię polifonii. Pretekstem jest tu wzmianka Serres’a o Olivierze Messiaenie, najgenialniejszym XX-wiecznym piewcy „muzyki świata”".

Zapraszam na Festiwal Filozofii do Olsztyna. Gdzie będę o tym wszystkim opowiadał. 




1 komentarz:

  1. Dziękuję za polecenie! Po książkę sięgnę.

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.