środa, 11 kwietnia 2012

PO ROCZNICY

Skończyły się Święta. Minęła też rocznica katastrofy smoleńskiej. Zastanawiałem się, jaki - z racji wieńczenia Wielkanocy - będzie miała przebieg tego roku. Na szczęście - przy odrobinie dobrej woli - dało się jej nie zauważyć. Wystarczyło świadomie dawkować sobie serwisy informacyjne - prezentowana w nich zbiorowa histeria, mowa nienawiści i namaszczone dzielenie krajan na Polaków i quasi-Polaków okazywały się bardziej symulacją, niż zjawiskiem obecnym na zduńskowolskich ulicach.
Nie zmienia to jednak mojej globalnej oceny politycznych "elit" i reprodukowanych przez nich mechanizmów kształtowania obywateli i postaw pro-państwowych. To smutne, że w obliczu TAKIEGO wydarzenia, wciąż w miejsce budowania więzi i podkreślania tego, co nas łączy (żałoba, żal, szacunek dla instytucji państwowych itd.) pogłębia się podziały, umacnia szańce i kreuje takie perspektywy, w ramach których każdy Polak musi wpisać się w jedną z dwu widocznych publicznie strategii.
Bo jeśli wytknie się PO politykę (prze)milczenia, jeśli wyrazi się niezadowolenie z tego, w jaki sposób władze państwowe okazują (lub nie) szacunek zmarłym przedstawicielom najwyższych władz RP, jeśli będzie się mówić o niejasnościach w prowadzeniu śledztwa, wrażliwych miejscach raportów powypadkowych komisji czy uległości w stosunku do Rosji, od razu zostanie się namaszczonym na zwolennika PiS.
Z kolei jeśli nie wyrazi się zgody na ksenofobiczną i "spiskową" retorykę PiS, jeśli powie się twarde NIE zawłaszczaniu symboliki i języka religijnego dla celów politykierskich (Jarosław Kaczyński celował wczoraj w cytatach z Biblii, choć parę razy miałem ochotę go zapytać - z jakiej to księgi?), jeśli będzie się oburzać na współdziałanie z taką politykę kleru (polskiego i węgierskiego), jeśli w końcu w Orbanie i jego frakcji nie dostrzeże się daru Opatrzności oraz wzoru dla Polski, ale raczej nawrót posępnych widm, zostanie się automatycznie POwcem, fałszywym Polakiem, zgniłym liberałem, komuchem, masonem, żydem i czym tam jeszcze (kilka epitetów kulturalnie chcę przemilczeć).
Głośno krytykuje się PiS, ale obie opcje - milczenia i niejasność oraz religijno-ksenofobicznego patosu - są, w moim odczuciu, równie niebezpieczne i równie destrukcyjne.
Od dawna twierdzę, że nieszczęściem Polski i Polaków jest przywiązanie do wspólnotowych traum i nieszczęść, które sakralizuje się i przedstawia niemal jako dopełnienie ofiary Chrystusowej. Nieszczęściem jeszcze większym jest takie sakralizowanie tych traum, które prowadzi do konfliktów - dobrze wiemy z historii, że konflikt alternatywnych narracji "religijnych" nie może prowadzić do konsensu, ale raczej eskaluje inkwizycyjne podchody i walkę per fas et nefas.
Może, w dobie powielkanocnej, dobrze będzie przypomnieć, że najistotniejsza jest nie śmierć Chrystusa, ale Jego zmartwychwstanie? To zaś przynosi pokój i zgodę, także między tymi, którzy na płaszczyźnie politycznej sami z siebie raczej by się nie dogadali?
I PO, i PiS rozgrywają karty polityczno-religijne, obie deklarują przywiązanie do określonej tradycji aksjologicznej i światopoglądowej, może więc ramię w ramię przejmą się w końcu tymi deklaracjami i wezmą przykład z Pawła Deresza, który od początku smoleńskiej wrzawy szuka intymności żałoby, mówi spokojnie i bez patosu, stara się podkreślać to, co wspólne, a nie to, co różnicujące. Może warto nauczyć się czegoś i od lewicy (jasno dookreślonej i jednoosobowej, bo nie o resztę tzw. lewicy tu idzie), skoro i sam Jezus był spektakularnym lewicowcem. 


   

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.