piątek, 8 kwietnia 2022

STUDENCI NA KSIĘŻYCU

 

Podobno krowy nie zmieniają poglądów, głosi powiedzenie. Wydaje mi się ono mocno krzywdzące nie tylko dlatego, że darzę krowy szczególną sympatią, ale również dlatego, że są one zwierzętami na wskroś filozoficznymi. Co prawda, dla Hegla wszystkie w nocy miały być czarne, ale już Nietzsche doceniał ich obecność w tym, co teraźniejsze, bez dźwiganego przez ludzi garba przeszłości, a Bataille uważał za symbol suwerenności. Nie będę więc zasłaniał się krowami, by stwierdzić, że dzisiejszego wieczoru sam zmieniłem poglądy. O 180 stopni. Za sprawą studenckiego Księżycowego świata Josepha Haydna do libretta Carla Goldoniego, które grane jest na scenie Akademii Muzycznej w Łodzi przy ul. Żubardzkiej. Miałem z tym dziełkiem pewną zaszłość, w której swój udział miała także (choć nie tylko) autorka kostiumów do dzisiejszego spektaklu — Zuzanna Markiewicz. Otóż w szerszym gronie umówiliśmy się na oglądanie zapisu DVD opery Haydna, okupując mieszkanie w Warszawie, nieprzystojnie chichrając przy czytaniu tekstu z Tysiąca i jednej opery, a finalnie dostając — chyba na skutek wygłaszanych w trakcie komentarzy — ataków tzw. głupawki. Fakt faktem, oglądanie przerwaliśmy nie wyszedłszy z aktu pierwszego, a wspomnienia z dzieła zostały mi nietęgie. Na szczęście losy bywa łaskawy i stwarza okazję do zmiany, tak, jak kiedyś wyratował moje fatalne wspomnienie z VII symfonii Beethovena dyrygowanej w Łodzi przez zupełnie pozbawionego włosów Pana Gazona, co jako wrednego nastolatka setnie mnie ubawiło. VII kocham na zabój, a Księżycowy świat istotnie polubiłem.

Reżyserką oglądanego dzisiaj spektaklu jest Eva Buchmann, która miała już okazję współpracować z Akademią. Operę Haydna zbudowała z wykorzystaniem bardzo oszczędnych środków — projekcje markujące miejsce, w którym dzieję się akcja, trzy lustra, podstawowe rekwizyty (scenografia także jest dziełem Zuzanny Markiewicz, a reżyseria światła — Katarzyny Łuszczyk). Wszystko jednak w zgodzie z poddanym vide tekstem i w służbie akcji. Spektakl ogląda się tedy wartko, co i rusz parskając lub wybuchając śmiechem, bo Buchmann znakomicie potrafiła ograć stereotypy i wyeksponować elementy humorystyczne.

Dużym atutem spektaklu jest swoboda młodych artystów w poruszaniu się po scenie. Nie wyczuwało się zdenerwowania czy spięcia, a wielu z nich pokazało duży talent aktorski, tworząc wiarygodny portret odgrywanych postaci. Eva Buchmann nie stroniła od elementów przy tym od elementów farsowych, wydobywając w pełni z tego przepojonego duchem commedia dell’arte dzieła jego zabawne rysy. W farsie znakomicie sprawdził się choćby Wojciech Dzwonkowski jako Bonafede. Głos Dzwonkowskiego musi dojrzeć, co wynika z jego specyfiki, ale ten „chronologiczny niedostatek” (jeśli można tak to ująć) z nawiązką wypełnił grą sceniczną. Na wyróżnienie zasługuje moim zdaniem również Paweł Żak jako Ecclitico — śpiewający otwartym, brzmiącym w całej skali, skupionym tenorem. Artysta pokazał ładne piana, choć można by sobie życzyć nieco lepszej ruchliwości głosu, acz ta ostatnia uwaga dotyczy znacznej części występujących dziś młodych śpiewaków. Krzysztof Lachman jako Cecco wypadł dobrze, choć jego  głos nie jest tak samo nośny w całej skali i nie zawsze był w pełni słyszalny. Z ról kobiecych największe wrażenie zrobiła na mnie Lisetta śpiewana przez Karen Mathilde Heier Hovd. To głos o wyjątkowo pięknym i bardzo ciemnym, wręcz altowym brzmieniu o bardzo wyrównanej barwie w całej skali. Wrażenie altowości potęgują znakomicie brzmiące dźwięki piersiowe, na które artystka schodzi bez najmniejszego problemu. Dźwięk jest krągły, metaliczny, a Heier Hovd okazała się równie przekonująca w cantabile, w koloraturze i w znakomicie podawanym recytatywie, który miał wszelkie znamiona teatralnej „deklamacji”. Była również bardzo wiarygodną aktorką, potrafiąc wyłamać się z klisz, w które wpisuje się role służących. To, w moim odczuciu, była zdecydowanie najdojrzalsza rola w dzisiejszym spektaklu. Na drugim miejscu stawiam Susannę Wolff, która była Flaminią. To także swobodnie prowadzony głos o miłym kolorze, brzmiący w całej skali i niezły jeśli chodzi o biegłość. Simona El-Sayed  stworzyła bardzo autentyczną postać Clarice, musiałem się jednak przyzwyczaić do nieco ostrego brzmienia jej głosu, wydaje mi się także, że trzeba by go bardziej otworzyć w niższej części skali i popracować nad precyzją koloratur. Dobrze wypadli Jan Cieplik, Hubert Stachura, Michał Słowikowski oraz Krzysztof Majka jako uczniowie Eccilitka. Najsłabszą postacią wydaje mi się Ernesto, choć wizualnie został obsadzony znakomicie.

Olbrzymie brawa należą się orkiestrze, którą fenomenalnie poprowadził Jan Willem de Vriend. Pod jego czujnym okiem partytura Haydna naprawdę się skrzyła, poczynając od retorycznie rozgadanej uwertury, od pierwszych taktów przykuwającej uwagę widzów. W trakcie spektaklu zastanawiała mnie tylko akustyka sali — w wielu momentach zupełnie nie słyszałem continuo (hammerklavier: Lena Nowakowska; chitarrone: Wojciech Chomicz).

Mnich Jorge z Imienia róży obawiał się śmiechu jako siły, która zniszczyć może ponury porządek świata. W ponurej teraźniejszości śmiech, byle dobry, potrafi choć na moment rozładować to, co wydaje się nie mieścić w głowie. Księżycowy świat zdecydowanie takiego dobrego śmiechu dostarcza.

 

Joseph Haydn

Il mondo della luna

Sala Koncertowa Akademii Muzycznej w Łodzi

8 kwietnia 2022 roku

Kierownictwo muzyczne: Jan Willem de Vriend

Trondheim Symfoniorkester & Opera

Reżyseria: Eva Buchmann

Scenografia i kostiumy: Zuzanna Markiewicz

Przekład: Katarzyna Kowalik

Dramaturg: Ben Hurkmans

Reżyseria światła: Katarzyna Łuszczyk

Asystentka reżyserki: Agnieszka Białek

Asystent dyrygenta: Michał Śmiechowicz

Projekcje: Michał Leszczyk

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.

PRASKA „LADY MACBETH MCEŃSKIEGO POWIATU”

Wojna Wojna jest nie tylko próbą – najpoważniejszą – jakiej poddawana jest moralność. Woja moralność ośmiesza. […] Ale przemoc polega nie ...