piątek, 25 września 2015

MASONI, UCHODŹCY I SPISEK

ZDJĘCIE ZA https://aszera.wordpress.com/2015/09/24/spisek-uchodzczy/


Kryzys humanitarny związany z napływem uchodźców ożywił pogląd, że wolnomularstwo walczy z chrześcijańską Europą. Po wiekach nieudanych walk aktualnie pracuje nad tym, żeby dokonać islamizacji kontynentu.
W Internecie spotkałem się już z pytaniami o to, jakie stanowisko wobec uchodźców prezentuje wolnomularstwo? (Niekiedy zadawane z dobroci serca, niekiedy odwrotnie). Spotkałem się także z krytyką i nazwaniem bezprawnym gromadzenia rzeczy przez masonów, które przekazane zostały organizacjom pomagającym migrantom.

W gruncie rzeczy nic nowego – stare uprzedzenia wykorzystane w aktualnej sytuacji. Niekiedy próba złapania wolnomularzy na jakimś nieostrożnym słowie (a nuż wysypie się sprawa spisku?).
Poza stereotypami znanymi od stuleci zapomina się o tym, że nie istnieje jedna masoneria, choć istnieją jednoczące nas ideały. Pomija się, że  świecie działają poszczególni wolnomularze, a loże – z zasady – są apolityczne. Choćby apel masonów Europy w sprawie uchodźców – jest przypomnieniem fundamentalnych  wartości tworzących kościec naszej kultury – jeśli tak ma wyglądać spisek (a więc tajne porozumienie szeregu osób w celu zrealizowania konkretnego celu) to znaczy, że kiepsko władam językiem polskim. Współbrzmi on zresztą z głosem papieża Franciszka, który w encyklice Laudato Si! jasno mówi o tym, że wszyscy ludzie tworzą jedną rodzinę i pokazuje, że problemy znacznej części globu zależą od polityki i działań gospodarczych państw Zachodnich, co pozwala mu w ramach odpowiedzialności i braterstwa apelować o pomoc i braterstwo w konkretnej kryzysowej sytuacji związanej z migrantami.

Jako wolnomularz liberalny, wierzący chrześcijanin, dyskryminowana mniejszość (gej, ale także osoba „przy kości”) chciałbym podzielić się kilkoma refleksjami, związanymi z tematem uchodźców, masonerii i spisku.

Tym, co głęboko fascynuje mnie w wolnomularstwie, jest jego przekaz ideowy i metoda pracy nad sobą poprzez symbole. Jako filozofa uderza mnie fakt, że masoneria rodziła się w Wielkiej Brytanii w tym samym okresie, w którym kształtował się liberalizm filozoficzny (na bok odkładam tutaj dyskusję nad starszymi, niekiedy mitycznymi początkami wolnomularstwa). Były to czasy, gdy Wielka Brytania spływała krwią przelewaną w bratobójczych wojnach religijnych. „Do dziś – pisze Ireneusz Krzemiński – w starym Oksfordzie przybysz z Polski może być zaskoczony licznymi pomnikami, które zdobią sąsiadujące ze sobą place czy skrzyżowania ulic, upamiętniając tu setkę, tam dwie setki ofiar bądź jednej bądź drugiej strony bratobójczych walk między katolikami i protestantami”. Loża wolnomularska, która jest symbolicznym odbiciem świata, stanowić miała miejsce spotkania społecznie zwaśnionych stron. Nie po to, by dalej ze sobą walczyli, ale – by dostrzegając w sobie braci – mogli zacząć rozmawiać i walkę zamienić na wspólne budowanie siebie. A w konsekwencji świata wokół siebie (im lepszy człowiek, tym lepsze staje się otoczenie). Zgadzam się, że
„Metoda Wolnomularstwa polega zasadniczo na słuchaniu - słuchaniu w celu kształtowania samego siebie, swojej własnej myśli.
Chodzi o słuchanie każdego, kto wypowiada się w swoim imieniu, cokolwiek by nie powiedział, bez wzgardzania ani odrzucania tego, co mówi, zanim tego nie przemyślę, o zważenie, co mogę z tego wynieść dla siebie i, kiedy nie zgadzam się co do faktów, mogę sprostować, kiedy przyjdzie moja kolej zabrać głos, ale nie jest dozwolone polemizowanie dla samej przyjemności podnoszenia sprzeczności. Chodzi o to, żeby myśl każdego żywiła się myślą innych i, oczywiście, nigdy nie wyciągamy wniosków ostatecznych, ponieważ uważamy, że każda myśl, każda idea może podlegać ewolucji, modyfikacji i doskonaleniu.
Nikt nie posiada całej prawdy i poświęcamy dużo czasu na próby jej zdefiniowania.
Każdy może przynieść coś - chociażby było to niewiele - innym, a godność każdego zasadza się w jego woli postępu.
Żadne słowo nie ma w loży większej wagi niż słowo któregokolwiek z nas, a słowo uczonego, starca, młodzieńca, właściciela waży tyle, ile słowo związkowca, polityka, profesora czy studenta. Oczywiście, nie chodzi tutaj o informacje o charakterze technicznym, ponieważ każdy, w zakresie swoich kompetencji, oświeca myśl innych, ale nie nadaje to szczególnej ważności jego wypowiedziom.
Podkreślamy z naciskiem, że chcemy być najpierw « słuchaczami », a dopiero potem aktywnymi „mówcami”.
Wolnomularstwo ma charakter « progresywny », co znaczy, że postępujemy stopniowo, szczeblami. Tak jak wchodzi się po schodach używając stopni, tak samo my postępujemy drogą stopniowego uczenia się, ponieważ uważamy, że nie da się ogarnąć zbyt wiele jednocześnie i że ryzykuje ten, kto chce zdziałać za wiele naraz. Dlatego pragniemy pozostać wiecznymi „uczniami”. I chodzi tutaj nie tyle o gromadzenie wiedzy, ile o „proces uczenia”, umiejętność słuchania i umiejętności przekazywania”.

Arcyważne wydaje mi się przekonanie, że nikt nie posiada pełnej prawdy. Oznacza to, że rysem duchowości masona jest zdrowy sceptycyzm i skromność. Oznacza to, że nasza postawa wobec świata nie może być dogmatyczna, oparta tylko na wierze w nieomylność jakichś autorytetów, stronnictw. Oznacza to także, że każdy z nas winien być skromny, a więc otwarty na cudze perspektywy, stosowane argumenty. Elementem duchowości masona jest dla mnie przekonanie, że im więcej stanowisk się pozna, tym lepszy i bliższy nieuchwytnej Prawdzie konsens będzie możliwy do zbudowania. Łączy się to z wysiłkiem własnej pracy – wolnomularz zobowiązany jest drogi poprzez własne doświadczenie, nauki czy sztuki, by nie zadowalać się zbyt szybkimi i zbyt łatwymi odpowiedziami. Pomaga w tym, oczywiście, wspólnota Sióstr i Braci. Jako że zawsze ogranicza nas czas, zdobyte wykształcenie, własne możliwości intelektualne – różnorodność Braci i Sióstr jest źródłem pluralistycznych dysput i poszerzania spojrzenia na świat.

Rzekłbym, że zdrowo działająca masoneria realizuje postulat Ralpha Waldo Emersona i Friedricha Nietzschego: nie opłakiwać przeszłości, nie podglądać przyszłości, tylko żyć teraźniejszością twórczą ją budując. W końcu przyszłość będzie taka, jakie jej warunki zbudujemy hic et nunc. Jako mason na swoją teraźniejszość staram się patrzeć przez pryzmat dwóch ideałów: braterstwa (pociąga za sobą wolność i równość ludzi) i adagium ordo ex Chao. Jako wolnomularz wiem, że świat jest chaosem. Wiem także, że nigdy nie było epoki, w której świat by doskonale harmonijny, nie ma więc we mnie nostalgii do odbudowy dawnego ładu. Ufam też Emersonowi, który pisał, że „nie jesteśmy przecież dziećmi ani kalekami w jakimś chronionym miejscu, ani też tchórzami w ucieczce przed rewolucją, lecz przewodnikami, wybawcami i dobrodziejami – posłusznymi wysiłkowi Wszechmocnego w ataku na Chaos i Ciemność”.
Mason – jako osoba wolna, świadoma, otwarta na dialog, którego uczy się w Loży, szukająca porozumienia i nonkonformistyczna, pogodzona z pluralistycznym charakterem świata w którym żyje, próbuje wykuwać porządek konsensu, który sprawi, że będziemy żyć ze sobą jak siostry i bracia. Jest to niemożliwe bez wiary w pokój. Masoneria tedy stanowi sposób wychowywania dla pokoju. Jak ujął to James Anderson: „Mularz […] nigdy nie angażuje się w spiski i konspiracje przeciwko pokojowi i dobrobytowi narodu […]. Ponieważ Mularze zawsze krzywdzeni byli przez wojnę, rozlew krwi i zaburzenia, dawni królowie i książęta skłonni byli popierać owych rzemieślników dla ich pokojowej postawy i lojalności” (Konstytucje, art. 2). Pokój i braterstwo są możliwe dzięki ładowi moralnemu, który staramy się odkrywać i wprowadzać w naszą codzienność. Łączące nas prawo moralne – związane z kondycją człowieka – ma charakter uniwersalny w tym sensie, że nie zostało wyłożone i skodyfikowane raz na zawsze w żadnej doktrynie zawartej w ludzkich pismach. Masoneria nie jest zatem religią. Ale szanuje religie. Br.’. Dawid Steinkeller z GLCS pięknie pisał, że w kufrze na pulpicie Czcigodnego Mistrza wyłożone są święte księgo trzech religii monoteistycznych (a więc także Koran!) i biała księga filozofów.

Zarzuty, że masoneria chce zniszczyć chrześcijańską (a dokładniej katolicką) Europę pojawiły się dość wcześnie. Musimy jednak pamiętać, czego dotyczyły.
Loże, jako miejsca ekumenicznych spotkań, jako kuźnia dialogu i wiary w moralność jako przestrzeń międzyludzkich norm i wartości była zaprzeczeniem przekonania, że państwo winno być teokratyczne, podporządkowane jednej doktrynie religijnej i związanej z nią moralności. Odsyłam do Syllabusa Błędów Piusa IX, który – jak sądzę – rzuci światło na moje słowa. Sam jestem przekonany, że wolnomularstwo ma jednego wroga – fundamentalizm. Co ciekawe, strategia walki fundamentalizmu z masonerią jest próba pokazania, że to wolnomularze są zagrożeniem, spiskowcami, najeźdźcami, destruktorami.

Wracając do uchodźców.
Grzegorz Iniewicz pisze w jednym ze swoich artykułów, że sytuację osób LGB można widzieć podobnie do sytuacji migrantów. O ile jednak migranci przybywają w nowe miejsce ze swoją tożsamością i muszą konfrontować się z zespołem obcych dla siebie norm, o tyle osoby LGB najpierw nabywają stereotypowe role społeczne, żeby następnie próbować się z nich uwolnić, by stać się sobą. Obie sytuacje generują jednak czynniki stresu i skutecznie zakłócają spokojne funkcjonowanie. Jakby na potwierdzenie tych słów – w ramach protestów antyimigracyjnych łączono na plakatach wypowiedzi homofobiczne z antyislamskimi. Być może podobieństwa te spowodowały, że fala nienawiści przelewająca się przez Polskę dotykała i dotyka mnie osobiście. Zaangażowałem się zresztą w sprzeciw wobec mowy nienawiści, co dla wielu osób oznaczało, że chcę islamizować Europę i nie widzę żadnych zagrożeń.
Jest to absolutną nieprawdą. Sądzę jednak, że nie rozwiążemy problemów bez elementarnego szacunku do innych ludzi. Sądzę, że przeszkodą w rozwiązywaniu problemów nie jest braterska pomoc głodnym, topiącym się, konającym z wycieńczenia. Twierdzę też, że w rozwiązaniu problemów nie pomogą memy, nierzetelne artykuły i zmyślone relacje kolportowane w Internecie. Mason na początku swej drogi napotyka symbol Koguta – czyjność, autokrytycyzmu, dystansu. Kogut to idealny przewodnik w świecie, który ze względnego porządku znowu staje się chaosem. Postawa, której uczy symbol Koguta, tworzy warunki do rzeczowej dyskusji, której elementem jest otwartość na wszelkie relewantne argumenty.
Rozumiem, że dla osób, które rozstrzygnęły jak jest chęć dyskutowania może pachnieć spiskiem. Mniej się jednak boję takich „spisków”, niż dogmatycznego urządzania świata według jednej wizji.  


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.

PRASKA „LADY MACBETH MCEŃSKIEGO POWIATU”

Wojna Wojna jest nie tylko próbą – najpoważniejszą – jakiej poddawana jest moralność. Woja moralność ośmiesza. […] Ale przemoc polega nie ...