wtorek, 2 września 2014

JAK KSIĄDZ TUSK POLSKĄ NAUKĘ TEIZOWAŁ

Należę do tej grupy osób, które nie wpadły w euforyczną histerię po wyborze Donalda Tuska na Przewodniczącego Rady Europejskiej. Owszem, jestem zadowolony z roli, jaka przypadła polskiemu reprezentantowi. Tyle że nie ma w tym nic nadzwyczajnego, o ile mamy być faktycznymi członkami Unii Europejskiej. Obawiam się natomiast, że odbywający się pod patronatem Angeli Merkel transfer Tuska do PE zwolni Go od wszelkiej odpowiedzialności za sytuację w kraju. Sytuację, w której Premier nieustannie miesza. 
Dzięki przyjaciołom dotarłem dziś do informacji, która zbiła mnie z pantałyku.
Pamiętają Państwo zapewne larum (skądinąd słuszne), jakie podniosło się w wyniku pomysłu ówczesnego Ministra Edukacji Narodowej Romana Giertycha, który wymarzył sobie kombinowane nauczanie teorii ewolucji i kreacjonizmu. Dyskusję nad neutralnym religijnie charakterem szkół publicznych i tzw. deklaracją sumienia nauczycieli mamy w pełnym rozkwicie (mądra biskupia głowa pomstowała przy tej okazji ostatnio na pomysł otwierania lekcji etyki nawet dla jednego ucznia i apologetycznie wychwalała rzekome katechetyczne kształtowanie uczniów do pełni człowieczeństwa). W TVP Krzysztof Ziemiec bił pokłony przed cudotwórcą Johnem Boshoborą.
Donald Tusk przebija te kwestie z nadwyżką, tak że brak mi nawet pomysłu na order, który winno się dla Niego wymyślić.


Bezrefleksyjnego inspirowania się rozwiązaniami rodem z Ameryki, z których wycofują się nawet same Stany Zjednoczone, boję się jak ognia. Ich dramatyczne skutki widzimy jak na dłoni. Dziś boję się jeszcze bardziej - USA są bowiem w czołówce jeśli chodzi o tzw. teorię inteligentnego projektu, geologię młodej Ziemi i różnej maści odmiany kreacjonizmu. 
Czego się boję? Ano tego, że nurty te zaczną dominować na polskich salonach politycznych i grantoznawczych.

Podstawą mojego lęku jest nagroda Prezesa Rady Ministrów za wyróżniającą się pracę doktorską. Nagroda w kwocie 25 tys. złotych (inną kwotę, za prasą, podałem wcześniej), o których głodowo opłacanym pracownikom nauki być może nawet się nie śni (mnie, z moim 1500 nie śni się na pewno). 
Mianowicie otrzymał ją ks. Miłosz Hołda za tezę Epistemiczne argumenty za istnieniem Boga. Próba teistycznego uprawomocnienia poznawczych roszczeń nauki. Ukazała się ona w formie książkowej pod nieco zmodyfikowanym tytułem Teistyczne podstawy nauki. Epistemologiczne argumenty za istnieniem Boga. Sądząc po spisie treści, można w niej znaleźć wiele ekwilibrystycznych kwiatków, dla przykładu, że jedynie Bóg może aktualizować potencjalne matematyczne struktury świata. Albo że argumentacja na rzecz istnienia świadomego podmiotu musi być - nolens volens - teistyczna. 

Tak wobec nagrody, jak i wobec tego doktoratu czuję się zupełnie bezradny. Odłożę na bok całą, wielką narrację naukowców, którzy pokazali i ugruntowali materialistyczno-empirystyczny charakter projektu naukowego. Przyznam się tylko, że w głowie jak demony zalęgły mi się reminiscencje z tekstów Mieczysława Alberta Krąpca, który pokazywał, że dziedzina wiary i dziedzina nauki winny być starannie odróżniane, gdyż są "dziedzinowo całkowicie różne i przedmiotowo (aspektownie) niestyczne". Ale cóż, skoro wyszło, że Krąpiec był wiernym przyjacielem bezpieki, widać jego propozycja była tylko koniem trojańskim.

Niepotrzebne nam będą deklaracje wiary i klauzuli sumień. Mając umocowanie w splendorze zesłanym przez Prezesa RM i Przewodniczącego-elekta RE złudzeń nie będzie. Biologia, chemia, fizyka, geologia, archeologia, nauki inżynieryjne i wszelkie inne - jeśli chcą zgłaszać jakiekolwiek roszczenia poznawcze, muszą być teistyczne. I muszą przynosić teizmowi apologetyczne korzyści (rozdz. V.4.2. rzeczonego doktoratu). 

Ponoć szykuje się właśnie rekonstrukcja rządu. Jak nic, mam podpowiedź i zastępnik za Kolarską-Bobińską - Kazimierza Jodkowskiego. Mam też pomysł na przeniesienie Ministerstwa do Zielonej Góry. Nie wiedzę też problemu, by Roman Giertych, maniakalnie łaszący się do PO, powrócił na stołek Ministra Edukacji Narodowej.  
Wtedy będziemy mieli bal. ID, geologia nowej ziemi. No i zdrowa, heteroseksualna i patriarchalna rodzina. Bez gejów, in vitro i pigułek. Bo wszystko to jakoś z teistycznie umocowaną nauką połączyło się mocnym, by nie rzec - nieprzemijającym - klejem. [Choć cytaty zniknęły z sieci (bądź nie mogę ich znaleźć) doskonale pamiętam homofobiczną gębę mojego kandydata na Ministra Nauki]. 


__________
Na wpis - w prywatnej korespondencji, zareagował Autor książki. Dziękuję mu za tę reakcję, bo mogłem poprawić kwotę nagrody, znacznie mniejszej, niż napisałem. Nie zmieniam jednak swoich poglądów. Wpis nie jest recenzją naukową książki, ale reakcją na informacje z prasy, co podkreślam. Tak czy owak teza, że najlepszym kontekstem dla zrozumienia poznawczych roszczeń nauki jest, w moim odczuciu, kwadratowym kołem. Może i jest to kwestia pewnej ideologii, ale druga strona jest w tym sensie równie ideologiczna. 

1 komentarz:

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.