sobota, 27 lipca 2013

ZDUŃSKA TONIE W ŚMIECIACH

Czytelnicy mojego bloga wiedzą, że najchętniej i najczęściej piszę o muzyce, literaturze i filozofii.

W rzeczywistości mało sprzyjającej zachwytom lubię się zachwycać, dzielić uwagami i dyskutować.
Mam jednak pecha - w dobie wszechobecnej dominacji zainteresowania własnym ogonkiem jestem nieuleczalnie ukąszony przywiązaniem do tradycji i do spraw mojej wspólnoty, dlatego - z gorliwością dla wielu niezrozumiałą - biorę się na blogu także za sprawy polityczne, przypominając, że słowo to wywodzi się od polis, swojego miasta-państwa, przestrzeni, która jest moją i za którą jestem współodpowiedzialny.

Cieszy mnie, kiedy ta gorliwość ma na celu uobecnienie tego, co minęło i ochronę tej pamięci. 
Niekiedy jednak trzeba się zmagać.
A właściwie częściej niż niekiedy, bo rozwiązania serwowane nam przez licznę samorządy i parlamenty co i rusz wołają o pomstę do nieba. 
Jak choćby w przypadku ustawy śmieciowej

Mocno przygnębiła mnie sytuacja Łodzi i Bałut, czemu miałem okazję dać już wyraz.
Ale równie mocno martwi mnie sytuacja Zduńskiej Woli.
Decyzje podjęte przez Radę Miasta są dla mnie kuriozalne i niezrozumiałe - nakładając na mieszkańców opłaty za sortowane śmieci ani nie dba się o to, by za wnoszone opłaty sortowanie to ułatwić; nie dba się także o to, by śmieci w sensownym rytmie znikały z pergoli śmieciowych i koszy.


Pierwsza uwaga dotyczy przyjętego przez Radę Miasta rozwiązania, by kosze IGLO (na szkło) nie były postawione przy każdej posesji wielorodzinnej czy chociaż przy każdym osiedlu, ale żeby jeden pojemnik przypadał na 500 mieszkańców. W ten sposób ich liczbę ustalono na 90 na całe miasto.
Jestem ciekaw, o ile takie rozwiązanie zmiejszyło opłaty za wywóz śmieci przypadające na każdego mieszkańca.
Jestem także ciekaw, w jaki sposób uwzględniono interes osób starszych, chorych czy niepełnosprawnych, których w Zduńskiej Woli przybywa proporcjonalnie do zmniejszającej się liczby ludzi młodych.
Zauważyłem, że starsi mieszkańcy choćby mojego osiedla zostawiają szkło w pergolach - nie mają siły, by taszczyć ciężkie torby do oddalonego pojemnika IGLO.
I płacą.


Druga uwaga dotyczy przyjętego harmonogramu wywozu śmieci.
O ile "odpadki mieszane" wybywają kilka razy w tygdoniu, o tyle choćby papier ma być wywożony dwa razy na miesiąc. Bez względu na to, czy pojemniki są przepełnione, czy wysypują się z nich pudełka, opakowania, gazety. Bez względu na zapach kwaśniejąceo mleka, którego nie dało się w pełni wypłukać z kartonu. Bez względu na owady, które się tam gromadzą, koty i ptactwo, które śmieci rozciąga, czy atrakcyjność takich miejsc dla szczurów.
I bez względu na estetykę - no cóż, mnie zrobiło się smutno, a dokumentację tego smutku oddają zrobione zdjęcia.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.